Jak to jest, że mamy mnóstwo narzędzi ułatwiających nam pracę, możemy skontaktować się z każdą osobą na świecie w mgnieniu oka, zdobywanie potrzebnych informacji nigdy nie było tak szybkie, a mimo to mamy coraz większe problemy ze znalezieniem czasu na rzeczy dla nas ważne?

Jak to możliwe, że żyjemy w dobrobycie a jednocześnie co piąta kobieta i co dziesiąty mężczyzna mają w ciągu swojego życia przynajmniej jeden epizod depresyjny?

Gdzie w tym wszystkim radość z życia, szczęście i poczucie spełnienia?

Przedsiębiorca

Gdy przyjrzymy się z bliska pracy przedsiębiorcy, to jak na dłoni zobaczymy pewne powtarzające się schematy.

Na początku swojej drogi przedsiębiorca ma jakiś fajny pomysł, buduje wokół siebie zespół równie fajnych ludzi i często korzystając z ułańskiej fantazji i niezliczonych pokładów optymizmu rusza z nimi na podbój rynku.

Z czasem zdaje sobie sprawę, że sam zapał nie wystarczy, aby odnieść sukces. Chęć szybkiego wzrostu firmy wymaga ogromnych nakładów pracy oraz czasu i pochłania spore zasoby finansowe. 

W efekcie codzienna bieżączka, gaszenie wciąż wybuchających pożarów oraz łatanie własną pracą braków umiejętności delegowania zadań i odpowiedzialności prowadzą do zaniedbania zdrowia oraz relacji z rodziną.

Pracownik

Jak wygląda sytuacja na etacie?

Pracownik także nie ma różowo. 

Ciężko pracuje każdego dnia, aby zapewnić rodzinie godziwy byt. Gdy już przejdzie przez najtrudniejszy pierwszy okres wdrożenia się w zasady i kulturę organizacji, dostaje coraz nowsze zadania i dodatkowe obszary odpowiedzialności.

Koledzy i szefostwo wrzucają kolejne projekty do przygotowania a “deadlajny” rzadko kiedy dają możliwość spokojnej pracy. 

Jak to w dowcipie:

Przychodzi szef do pracownika z naręczem dokumentów. Wykłada je pracownikowi na biurko i tłumaczy. Pracownik ironicznie się pyta: 

– i co pewnie ma być wszystko zrobione na jutro?.

Na to odpowiada szef:

– Jakbym chciał to na jutro to przyszedłbym jutro.

W każdym żarcie jest ziarenko prawdy. Z tego można zapewne cały chleb upiec 😉

Co dzieje się dalej? 

Pracownik godzi się na wiele ustępstw i pracuje coraz ciężej. W końcu chce szybko awansować i dać swojej rodzinie jak najlepsze życie.

W efekcie – dokładnie tak jak u przedsiębiorcy – coraz szybsza bieżączka, nowe projekty, których nie da się skończyć w normalnych godzinach pracy oraz coraz większy stres powodują, że zaniedbuje on swoje zdrowie i relacje z najbliższymi.

A dzieci widzi tylko w weekendy. I to nie zawsze.

Freelancer

Co wtedy, gdy nie zamierzasz prowadzić dużej firmy i użerać się z ludźmi a jednocześnie nie wyobrażasz sobie pracy dla kogoś i wypełniania jego poleceń?

Strzałem w dziesiątkę wydaje się tu podejście freelancerskie.

Jesteś wtedy swoim sterem, żeglarzem i okrętem. Sam określasz zasady pracy, czas pracy i obszary, którymi będziesz się zajmował.

Tyle w teorii…

W praktyce klienci z lodówki nie chcą wyskakiwać, dostawcy sprawiają problemy a natłok spraw administracyjnych przytłacza.

W efekcie freelancer, tak jak przedsiębiorca i pracownik, biega ogarniając bieżączkę. 

Realizuje podpisane umowy, prowadzi działania sprzedażowe i jednocześnie koresponduje ze skarbówką wysyłając czynny żal, bo spóźnił się z jakąś deklaracją.

Wakacje to w rezultacie zmiana miejsca pracy, dzieci owszem widuje – w końcu pracuje z domu, natomiast nie za bardzo wie, co się u nich dzieje a z małżonkiem rozmawiają tylko o logistyce domowej, bo na resztę nie mają czasu ani sił. 

Piękny obrazek zdalnej pracy. Autor zapomniał tylko podpisać, że to fotka z… urlopu 😉

Ankiety

Te zebrane powyżej obserwacje potwierdziły się w ankietach, które przeprowadziliśmy w zeszłym roku. 

Wyłania się nich dość smutny obraz zapracowanych ludzi, którzy czują, że zaniedbują swoje rodziny i swoje zdrowie a wakacje czy swobodnie spędzony czas z bliskimi pozostaje często w sferze marzeń.

Hasła takie jak: nie mam czasu, nie umiem się zorganizować czy nie wszystko muszę robić sam nie należą do rzadkości. 

Gdy spojrzymy na powyższe uwarunkowania, to przytoczone na początku statystyki związane z depresją stają się już mniej zaskakujące.

O radości z życia nawet nie wspomnę.

Ostatecznie pytanie, które ciśnie się na usta brzmi:

Po co to wszystko?

Czy naprawdę warto cisnąć na maksa po to, by ostatecznie nie mieć z kim dzielić radości osiągnięcia celu? W końcu rozpad rodziny, gdy nie ma Cię w domu w zasadzie wcale nie jest czymś niespodziewanym. Nie zaśpiewamy wtedy razem z Zenkiem „Jak do tego doszło, nie wiem”, ponieważ sprawa jest dość jasna. I przy okazji średnio zabawna.

Czy znowu warto cisnąć na maska tylko po to, aby wyjechać z biura w plastikowym worku, bo zawał dopadnie nas w najmniej oczekiwanym (czyżby?) momencie?

Czy z drugiej strony warto przejmować się tylko work-life balance i stawiać na permanentny odpoczynek i zaniedbać sprawy zawodowe? Kto z takim człowiekiem będzie chciał współpracować? W jaki sposób zapewnimy byt sobie i rodzinie?

Jak to mówią Amerykanie

Been there, done that

Wnerwiało mnie to niemożebnie zarówno w kontekście osobistym, jak i przy współpracy z klientami. 

Wiadomo powszechnie (tak mi się zdaje), że jeśli coś Cię uwiera, ale nic z tym nie robisz, to znaczy, że nie uwiera aż tak bardzo.

Wychodzi więc na to, że tu akurat uwierało bardzo.

Warto natomiast sprawić, aby nie uwierało tylko jednej osoby, więc zebraliśmy się we trzech z Wojtkiem Sudą i Maćkiem Gnyszką i postanowiliśmy przygotować remedium na tę bolączkę.

Remedium

Wiedzieliśmy, że chcemy stworzyć skuteczne narzędzie do walki z chaosem.

Wiedzieliśmy też od początku, że prowadzenie każdej osoby indywidualnie nie ma racji bytu. Zwłaszcza jeśli chcieliśmy pomóc początkującym przedsiębiorcom, studentom, freelancerom i rodzicom na home office jednocześnie.

Postanowiliśmy więc przekuć najlepsze praktyki, które od dawna stosujemy, na kurs online podany w przystępny sposób i łatwo przyswajalny.

Za cel postawiliśmy sobie przygotowanie ścieżki, na końcu której nasi kursanci będą w stanie ustawić cały swój tydzień i każdy dzień w taki sposób, aby realizowali swoje cele i swoje marzenia.

Na szybko zapraszam Cię do jednej z naszych lekcji dotyczącej checklist. One są kluczowe w ogarnianiu codziennej rzeczywistości i jeśli przysiądziesz do niech na poważnie, to mogą pomóc Ci ogarnąć chaos w zadaniach.

Listy zadań, to oczywiście tylko jedno z zagadnień, które poruszamy w ramach kursu

Dzień po swojemu

Temu podejściu oraz inspiracji prof. Jordanem Petersonem, który zachęca do zaplanowania dnia tak, aby być z tego zadowolonym, nasz kurs zawdzięcza swoją nazwę.

“Dzień po swojemu” zachęca nas wszystkich, abyśmy postawili swoje pragnienia w centrum i to do nich dostosowali oczekiwania innych.

Czy to działa?

Wiedzieliśmy, że proces przygotowaliśmy należycie. Kwestią czasu było więc, gdy przyniesie pierwsze rezultaty.

Kwestią dokładnie kilkunastu tygodni. Bo tyle potrzebowali pierwsi absolwenci naszego kursu, aby opowiedzieć nam, co dzięki niemu zyskali.

Załączam poniżej screen jednej z opinii uczestniczek naszego kursu. 

Takiej laurki się nie spodziewaliśmy!

Dodaję też widok jej kalendarza.

Zaplanowany dzień. A nawet cały tydzień!

To naprawdę działa i jest na wyciągnięcie ręki. 

Żeby nauczyć się tak planować potrzebujesz około 20 minut tygodniowo na przetrawienie wiedzy, którą od nas dostaniesz i kilka minut dziennie na wdrożenie. 

Proste, prawda?

Jeśli to, co wyżej pisałem jest dla Ciebie ważne i masz wolne 480 zł, to kliknij w guzik poniżej, wejdź na stronę „Dnia po swojemu” i kup dostęp do kursu. 

Pierwszą lekcję dostaniesz już po kilku minutach.

I daj mi znać, jak idzie Ci wdrożenie. Najlepiej na naszej specjalnej grupie facebookowej dla uczestników kursu.

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Parę kroków wstecz - weź dobry rozbieg