Zaznacz stronę
Miałem dziś kilka sytuacji, w których bylejakość przejawiała się tak mocno, że postanowiłem to opisać.
Nie znaczy to  oczywiście, że wszystkie dzisiejsze spotkania były właśnie byle jakie – wręcz przeciwnie. Po prostu podsunęły mi przemyślenia odnośnie tej tematyki.
Bylejakość przejawia się na wielu płaszczyznach. Zacznę od najbardziej popularnej, zwykle niedostrzeganej, ale regularnie frustrującej wszelkich uczestników zdarzeń.

Komunikacja

Każdy z nas musi porozumiewać się z innymi. Nie ma opcji, aby bez komunikacji prześlizgnąć się przez życie. Przynajmniej ja nie widzę takiej możliwości.
Dużo zakładamy. Z resztą już o tym pisałem -> LINK.
W efekcie założeń nadawcy komunikat nie dociera albo dociera zniekształcony. Z kolei odbiorca komunikatu też coś  zakłada. Zwykle do odebranego komunikatu dokłada swoje przemyślenia i zamiast dopytać, zgaduje.
Co się dzieje?
Mamy byle jak przekazaną informację. Wiadomo, że nie osiąga ona zamierzonego efektu. Komunikat trzeba powtarzać (o ile jest jeszcze na to czas i coś nie zostało sromotnie zawalone). Obie strony komunikatu są sfrustrowane i wkurzone. Nie lubią się. Zaczynają ze sobą walczyć. Jedna strona zabija drugą.
No dobra – może nie zawsze musi nastąpić taka eskalacja. Niemniej zakładam (hehe), że sens przekazu jest jasny.

Systemy IT

Temat rzeka. Spytaj jakiegokolwiek przedstawiciela służby zdrowia, jak pracuje mu się na dowolnym systemie wdrożonym w szpitalu. Pewnie nauczysz się nowych przekleństw 🙂
Systemy te robione są zwykle z myślą nie wiadomo o kim. Na pewno nie o użytkownikach tych systemów. Może o administratorach? O statystykach – w końcu coś do tego GUSu trzeba co jakiś czas wysłać. Cholera wie. Ja do tego nie doszedłem.
Co ciekawe systemy te produkowane są za koszmarne pieniądze, ich jakość pozostawia sporo do życzenia a użytkownicy cieszą się jak dzieci, gdy system ma awarię i można nawet na chwilę wrócić do systemu analogowego: kartki i długopisu. Wtedy praca idzie sprawniej. Czy naprawdę po to wdrażamy systemy informatyczne?
Dlaczego nikt nie usiadł i nie zaplanował razem z przyszłymi użytkownikami, co jest istotne, co powinno być na wierzchu, jakie czynności są powtarzalne itp. Takich pytań można zadać setki i w efekcie stworzyć system, którego użytkownik będzie chciał używać.
Tego niestety w systemach dla sektora publicznego nie ma. Na dokładkę dochodzą jeszcze pozorne oszczędności, czyli rozwiązania technologiczne sprzed kilku dekad, tania firma programistyczna i wdrożeniowa (w końcu przetarg to 100% cena), brak nadzoru nad wdrożeniem i w rezultacie mamy systemy które zamiast pomagać to przeszkadzają i wkurzają użytkowników. O ile w o ogóle ujrzą światło dzienne. Bo i to nie jest takie oczywiste.

Po co ta bylejakość?

Przyznam, że nie wiem. Przychodzi mi nam myśl kilka hipotez. Do zweryfikowania przez Ciebie 😉
Byle było taniej
Byle było szybciej
Byle unia zapłaciła kasę – nie ważne czy to, co robimy w ogóle jest potrzebne.
Coś jeszcze?
A na deser filmik 🙂

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl