Zaznacz stronę

– Wow! To, co właśnie powiedziałaś jest super ważne. Dlaczego nie słyszałem o tym wcześniej? Wiesz, ile osób o tym nie wie?
– E tam, przecież to jest oczywiste. Wszyscy o tym wiedzą.

Czy aby na pewno?

Co jest oczywiste?

Każdy z nas ma pewne przyzwyczajenia, doświadczenia oraz wiedzę ze swojego poletka zainteresowań. I biada nam, jeśli podczas rozmów z Klientami uznajemy, że taką samą wiedzę mają wszyscy. Z resztą o tym pisałem już jakiś czas temu tutaj: LINK

Są, rzecz jasna, takie tematy albo nawet grupy tematów, które w pewnym zakresie są znane wszystkim lub przynajmniej znacznej większości. Wiemy przecież, że zęby należy szczotkować przynajmniej dwa razy dziennie (specjalistyczna wiedza stomatologiczna), trzeba dolewać paliwa do samochodu (specjalistyczna wiedza motoryzacyjna), warto chronić zdrowie przez ubieranie się adekwatnie do pogody (specjalistyczna wiedza medyczna) czy też przyda się otwierać okna, aby przewietrzyć mieszkanie, gdy nieco przypalimy kotleta na patelni (specjalistyczna wiedza z zakresu fizyki budowli).

Czyli trochę jednak wiemy. I to z jak wielu, mocno zróżnicowanych branż.

Problem polega na tym, że nasza wiedza oparta jest często na powszechnych opiniach i stereotypach, które co prawda często są właściwe, ale niestety nie zawsze. A te „nie zawsze” mogą zrobić więcej złego niż dobrego. Kojarzycie hasło „rączki do góry”, które słyszy prawie każde dziecko, gdy się zakrztusi? A dlaczego to słyszy? Dlatego, że tak wołały ciocia, mama, pani z przedszkola i wiele innych. A dlaczego tak wołały? Ano dlatego, że gdzieś to usłyszały. W ten sposób kółko się zamyka a sprawcy zamieszania brak.

Prawda natomiast jest nieco inna. Chyba najciekawiej opisała to matka jedyna tutaj: LINK

Google i fora

Wiedza zasłyszana, nie przemyślana i bezmyślnie powtarzana to jedna sprawa. Druga to wiedza wyszukana za pomocą forów internetowych, na których jest mnóstwo wszelkiego rodzaju pomocników, którzy już coś wiedzą i chcą pomóc. Niekiedy z opłakanym skutkiem.

Idealna jest tutaj branża medyczna. I farmakologiczna.
– Cześć, mój synek ma objawy XYZ, co mu jest?
– Cześć, pewnie ma chorobę ABC, podaj mu środek QWE i wyzdrowieje.

albo w gabinecie
– Panie doktorze, sprawdziłem w google i na forach. Mam chorobę XYZ, proszę przepisać mi środek ABC.
Najgorsze jest, gdy konował nie chce tego przepisać i jeszcze się cham jeden badań jakichś domaga!

Co powiedzą koledzy?

Co ciekawe, powyższe przykłady nie są wzięte z kapelusza. Branża medyczna jest mi dość bliska, więc kilka przypadków znam 🙂 Gdy jednak rozmawiam z lekarzami (z resztą nie tylko z lekarzami, ale również z przedstawicielami innych specjalistycznych działek), to na propozycję:
– Ziutek, pisz bloga. Niech ludzie dowiedzą się tych rzeczy od fachowca. Lepiej wyedukowani będą mniej chorować (to akurat branża medyczna), nie będą zawracać Ci głowy w szpitalu a jako efekt uboczny pisarstwa będziesz bardziej rozpoznawalny na rynku.
– No coś Ty. Przecież to wszystko jest oczywiste. A poza tym obśmieją mnie koledzy, że o takich pierdołach piszę, które są oczywiste nawet dla studenta.

Komu przekazać wiedzę?

Powstaje więc pytanie, dla kogo ten blog ma być? Dla kolegów z branży czy dla grupy docelowej (w tym przypadku ewentualnych pacjentów)?

Mam przeczucie graniczące z przekonaniem, że blog dla kolegów z branży kończy się tak, jak konferencje prowadzone przez znanych profesorów z wiodących ośrodków naukowych. Trzeba na nich być i pokazać się. Konferencje te niestety są nudne jak flaki z olejem, prelegenci prześcigają się w wazeliniarstwie i oprócz straconego czasu niewiele można z takich wydarzeń wynieść.

Blog prowadzony z myślą o grupie docelowej to już inna bajka.

Co z tego, że to, o czym piszesz dla branżysty jest oczywiste? Co z tego, że można tego dowiedzieć się z innych miejsc w sieci – nie są one przecież jedynym wykładnikiem wiedzy i przede wszystkim nie są podpisane Twoim nazwiskiem. Nie mają poparcia żadnego autorytetu. Nikogo, kto bierze odpowiedzialność za pisane treści. Czytelnicy, którzy dostaną solidną dawkę potrzebnej wiedzy od Ciebie Tobie właśnie zaufają i do Ciebie przyjdą.

Nieprawda?

Popatrz na te kilka przykładów

1. Michał Szafrański

Od niego trzeba zacząć. O czym pisze Michał na swoim blogu Jak oszczędzać pieniądze? Przecież nie o zaawansowanych modelach biznesowych i różnicach pomiędzy inwestowaniem w Indiach i Japonii. Michał prostym i zrozumiałym językiem pisze o finansach dla ludzi, którzy potrzebują ułożyć najbardziej podstawowe procesy w swoim finansach domowych. I robi to świetnie. Z resztą tego odzwierciedleniem jest jego najnowsza książka „Finansowy Ninja”, która rozchodzi się jak świeże bułeczki.

Czy jego koledzy branżowi traktują bloga poważnie? Śmiem wątpić. Czy Michał ma z tym jakiekolwiek problem? Sądzę, że nie.

2. Rafał Chmielewski

Tak naprawdę to właśnie Rafał jest prawdziwym ewnagelistą blogowania. Skutecznie namawia do tego już setki prawników, których wspiera swoją platformą web.lex.

Ani Rafał, ani inni prawnicy nie piszą blogów po to, aby przypodobać się kolegom z branży. Piszą dla nas. Dla tych, którzy prawa nie znają. Dzięki temu możemy poznać odpowiedzi na najbardziej oczywiste pytania, a po te nieco bardziej skomplikowane przyjść po pomoc do autorów publikacji.

3. Simon Sinek

Simon Sinek nie jest blogerem. Nie chciałem go jednak pominąć na tej liście, gdyż jest on niewątpliwym profesjonalistą w dziedzinie psychologii i stosunków międzyludzkich (nie wiem czy to w ogóle wyróżniać). Simon sam o sobie mówi, że w zasadzie na jego usługi nie powinno być zapotrzebowania, bo opowiada o sprawach oczywistych. A jednak zapotrzebowanie jest. Czy korzystają z niego inni psychologowie? Raczej nie. Simon dociera przede wszystkich do właścicieli firm i próbuje pokazać im, jak z szefa stać się liderem.

4. Nicole Sochacki-Wójcicka

Tym razem na tapet bierzemy mamę – ginekologa. Czy ona pisze dla kolegów ze szpitala? Raczej nie. Dla nich poruszane przez Nicole sprawy są oczywiste. Znając branżę, mają też niezłą bekę czytając jej wpisy.

No i co z tego?

Czy to zmniejsza jej oddziaływanie na swoją grupę docelową? Nie. W najmniejszym stopniu.

Czy to zmniejsza jej profesjonalizm? Również nie.

Prowadzenie bloga zmniejsza jej ilość wolnego czasu. To na pewno. Ale to już jej własna decyzja, która na pewno już procentuje.

5. Tomasz Ciosek

Na koniec dam tego gościa. Pisze o tak oczywistych rzeczach, że aż zęby bolą. No i co z tego? Nie wiem – to się okaże 😉

Podsumowanie

Do czego zmierzam w tym wpisie?

W internecie mamy mnóstwo treści, których nie sposób zweryfikować. Są one dostępne, ale bez poparcia jakiegokolwiek autorytetu nie mają wielkiej wartości.

Blogerzy to ludzie piszący dla innych ludzi. To ludzie, którzy chcą podzielić się z innymi swoją wiedzą.  To, że piszą prosto o prostych sprawach nie znaczy, że są debilami nie ogarniajacymi treści bardziej skomplikowanych niż wstęp do podstaw danego zagadnienia. To ludzie, którzy potrafią postawić się w miejscu odbiorcy i komunikowac się jego językiem i na jego poziomie wiedzy zaspokajając jego potrzeby.

Apel

Apel składać się będzie z kilku elementów:

1. Branżo odpuść sobie!

Nie nabijaj się z kolegi, który bloguje. Jeśli Tobie się nie chce, to nie znaczy, że masz zabijać jego ambicję.

2. Pisz!

Jeśli masz poczucie, że możesz coś wnieść do życia innych ludzi, to po prostu zacznij pisać. Już dziś!

3. Każda branża jest ciekawa

Nie istnieje coś takiego, jak nudna branża, która nie może wnieść nic do życia innych osób. Pogadaj ze znajomymi spoza branży, sypnij kilkoma opowieściami a zobaczysz, że będą zainteresowani kolejnymi.

 

Zatem chrzań profesjonalistów i pisz dla tych, którym Twoja wiedza i doświadczenie zmieni życie i otworzy oczy.

Powodzenia!

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl