Zaznacz stronę

Znasz powiedzenie: „umiesz liczyć, to licz na siebie”? Jest ono dość popularne, stosowane zwykle wtedy, gdy ktoś nas zawiedzie, nie domyśli się tego, co chcemy, aby się domyślił oraz przez ludzi, którzy zawsze wszytko wiedzą i zrobią najlepiej sami.

Dziś nie o tej kategorii.

Dziś o książkach dla dzieci, mediach społecznościowych, poszukiwaniach, zaporowych cenach oraz ludzkiej życzliwości zadającej kłam powiedzeniu z początku wpisu.

Od czego się zaczęło

W zeszłym roku zdobyliśmy książkę dla dzieci z serii: „Julek i Julka”. Książeczka zdaje się w pierwszym przybliżeniu nieco głupawa, zawiera infantylne treści i pisana jest niesamowicie prostym językiem. Z tym, że jest to książeczka adresowana do mniej więcej trzylatków, więc w zasadzie taka powinna być. Pokazuje normalne rodziny, normalne, wesołe i rozrabiające dzieci, które mają dokładnie takie same problemy jak wszystkie inne dzieci i takie same radości.
W efekcie w dość krótkim czasie zostaliśmy fanami obu pociesznych szkrabów i ich śmiesznych perypetii. Przy okazji Panna Zuzanna nauczyła się na pamięć wszystkich ich przygód, więc rozpoczęliśmy poszukiwania kolejnych książeczek z tej serii. Ku naszemu przerażeniu nie mogliśmy ich znaleźć w żadnej sąsiedzkiej księgarni ani nawet w internecie (ok, było jedno internetowe źródło książeczek po około 100 zł za sztukę, ale odpuściliśmy to rozwiązanie; historyjki są może fajne, ale nie aż tak).

Social media ratują zdrowie psychiczne rodziców

Od czego są jednak fejsbuki? Wrzutka z prośbą o namiar na książkę powinna sprawę załatwić, prawda?
A tu kolejne zdziwienie. Rozpaczliwe apele na fejsie nie przyniosły nic. Nie tego się spodziewałem.
Co ciekawe, instagram zareagował inaczej. Sobacz sam

Zapewne dzięki hashtagom mój apel namierzyła Karolina @ksiazki_dla_dzieci. Wymieniliśmy kilka komentarzy, dowiedziałem się o kolejnej ciekawej pozycji dla dzieci autorstwa Annie Schmidt: „Pluk z wieżyczki” i poutyskiwaliśmy na to, jak ciężko namierzyć „Julka i Julkę” w normalnych cenach.

Wydawało się, że na tym koniec.

Tymczasem następnego dnia Karolina mnie zaskoczyła. W skrzynce znalazłem informację o tym, że przypomniała sobie, że widziała „Julka i Julkę” u siebie w księgarni. Po czym poszła tam, kupiła obie książeczki i pyta, czy mi je przesłać! Tak po prostu. Bo chciała pomóc. Ze zwykłej życzliwości ludzkiej. I pomogła. Radość Panny Zuzanny po otrzymaniu książeczek była ogromna.

Co w tym dziwnego?

Można się zapytać. W sumie nic. Gdyby świat tak wyglądał, myślę, że żyłoby nam się zdecydowanie przyjemniej. A jednak niestety zachowanie Karoliny nie jest standardem. Bezinteresowna złośliwość (opisana tutaj) czy kiepska obsługa klienta (opisana tutaj oraz tutaj) to jednak wciąż przeważająca postawa, którą spotykam. Dlatego to, co zrobiła Karolina jest dla mnie niesamowicie budujące. I przywracające wiarę w ludzi.

A Karolinę warto śledzić. Albo na instagramie @ksiazki_dla_dzieci albo na facebooku 

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl