Zaznacz stronę

W sobotę chciałem poczuć się jak prawdziwy facet. Co z tego wyszło?

Co prawdziwy facet robić powinien?

Od dziecka jesteśmy uczeni, że facet powinien umieć pewne rzeczy zrobić, powinien mieć pewne cechy i zasadniczo takiego właśnie zachowania od niego się oczekuje przez całe życie. Tak, wiem. To jest straszne. Seksistowkie, katofaszystowskie, betonujące role społeczne, zapewne poniżające kobiety (choć nie mam pojęcia w którym ujęciu) oraz unieszczęśliwiające małych mężczyzn.
Tak to chyba w nowoczesnym ujęciu powinno być skomentowane.

Czego wymagać od faceta?

Według mnie samych oczywistych rzeczy. I to niezbyt szkodliwych. Wręcz przeciwnie.
Facet ma być twardy. I nie chodzi o to, że ma być chamem. Ma po prostu nie mazgaić się przy byle okazji i być wsparciem dla swojej żony i dzieci.
Facet ma być zaradny. Ma umieć przepchać kran, naprawić dziecku zabawkę, obsadzić choinkę a przy okazji przyszyć guzik czy położyć dzieci spać (nie zapominając o tym, że najpierw należy je nakarmić i wymyć).
Facet ma być oparciem dla swojej żony. Nie może traktować jej jak szmaty, okazywać jej szacunku przez bicie cienkim kijaszkiem, gdy ta nie ma ochoty z nim obcować. Ma jej wysłuchać. Zawsze. Nawet wtedy gdy nie ma takiej ochoty lub jest zmęczony. Ma również zadbać o jej bezpieczeństwo i nie dopuścić do jej ubogacenia kulturowego w ciemnej uliczce.
Facet ma wychować dzieci na porządnych ludzi. Oczywiście nie sam. Ale nie może tego olać. Musi brać w tym procesie czynny udział
Facet ma też wiele innych obowiązków i stereotypowych (tfu!) ról społecznych.
Do niedawna wiedziałem, że facet ma umieć zmienić żarówki w samochodzie. W ostatnią sobotę coś jednak we mnie pękło. Obraz faceta – herosa został zaburzony.

Rozwój technologii

Czas nieubłaganie płynie. Przekonałem się o tym dziś, gdy dostałem sms’a, po którym zorientowałem się, że decyzje w dość istotnych (a jednocześnie niezbyt skomplikowanych i w sumie tanich) sprawach potrafią dojrzewać w firmach nawet dwa lata! Toż w technologii to wieczność!
Do rzeczy. Dziś o motoryzacji i facetach.
Zdałem sobie niedawno sprawę z tego, że motoryzacja zmienia się całkowicie. Nawet popełniłem o tym wpis na blogu – zachęcam do lektury (link)
Nie ma w sumie nic w tym złego, technologia to fajna sprawa. Nowe gadżety, dodatkowe światełka w kokpicie, funkcje w pilocie, handlowcy (pardą – serwisanci) witający Cię w salonie po imieniu (i to zanim do niego na dobre wejdziesz), aplikacje telefoniczne itp. – to wszystko cieszy. Co prawda też się psuje, ale to już inna historia.
Do niedawna motoryzacja była głównie domeną facetów. Kobiety co prawda jeździły samochodami – były ich użytkownikami, niemniej nie trudniły się zwykle ich naprawą, opowiadaniem o nich, ściganiem się nimi. Generalizując – zwykle nie brały udziału w zachwycie nad samochodami. Traktowały je przedmiotowo.
Facet, z drugiej strony, był tym, który znał samochód od podszewki i ze szwagrem w weekend rozbierał malucha na części i później go składał tak, że maluch był trzykrotnie szybszy i dwukrotnie bardziej wytrzymały. Dokręcał też śrubki, o których FSM zapomniało podczas montażu.
Z tym archetypem faceta wiązał się nieodłącznie przynajmniej podstawowy serwis samochodu. Każdy musiał umieć jeśli nie samodzielnie odpalić malucha z pychu to przynajmniej wyjąć akumulator na zimową nockę i rano sprawnie go zamontować. A wymienić żarówki to w nocy z zamkniętymi oczami.
Zasadniczo to ostatnie się nie zmieniło.
Teraz do wymiany żarówki można podejść na ślepo. I tak ni cholery nie widać nic pod maską. Wszystko na macanta. A domu ginekologiem jest żona. I gdzie tu sprawiedliwość?

Absurdy technologiczne

Kilka lat temu myślałem, że widziałem już wszystko. Było to w Alfie 156, gdy próbowałem nalać do niej płynu do spryskiwaczy. Co prawda nie było jeszcze wtedy Zimnego Wiesława, ale coś zalać trzeba było. Po otwarciu maski okazało się, że wlanie płynu bez użycia lejka graniczy z cudem. Jakiś pomysłowy Włoch nie dość wysunął wlew zaledwie centymetr od blachy to jeszcze doszedł do wniosku, że jeśli wlew ten będzie miał średnicę 1cm to wystarczy. Ja rozumiem, że we Włoszech jest ciągle pięknie i zalewać płynu do spryskiwaczy nie trzeba, ale przecież ten model (i wiele innych) sprzedawane były również do takich krajów jak choćby Polska. U nas bez płynu ani rusz. Zwłaszcza zimą.
Okazało się jednak, że to nie koniec.
Z opowieści znajomych przytoczę dwie najfajniesze
BMW serii 7 – tam ponoć nie można samemu zmienić koła. Przy próbie odkręcenia koła komputer pokazuje ingerencję w system (znaczy złodziej zapewne) i dupa. Samochód unieruchomiony i dalej nie pojedziesz. Musisz czekać na serwis (do zmiany koła!), który ma dostęp do internetów i wyśle komputerowi BMW informację o tym, że jednak koło trzeba było zmienić. Niebywałe!
Kolejna sprawa – Audi. Bodajże serii 1 czy 2. Tam jedyne co można zrobić to dolać płynu do spryskiwaczy i sprawdzić poziom oleju (ktoś może potwierdzić lub zaprzeczyć? użytkował to auto?).

Do roboty!

Na szczęście moja Honda do tego nurtu nie należy (tak mi się wydawało po zakupie).
Gdy musiałem wymienić tylne światła, byłem wniebowzięty. Odkręciłem dwie śrubki, lampa wyjechała w całości. Wymiana żarówek trwała może z 5 minut. Miałem nadzieję, że tak samo będzie ze światłami mijania. Nic bardziej mylnego.
Nawet instrukcja serwisowa podaje, że do wymiany przednich żarówek trzeba skręcić maksymalnie koła w stronę przeciwną do wymienianej żarówki, odkręcić śrubę, zdjąć zatrzask (w rezultacie ze cztery) i… zdjąć nadkole. Tak – zdjąć nadkole. Do wymiany żarówki. Noszkurde. Naprawdę?
Teoretycznie da się to zrobić bez zdejmowania nadkola (ale tylko z prawej strony). Niemniej trzeba mieć do tego ręce złodzieja i palce pianisty. Moje dłonie niestety nie należą do tych filigranowych, więc łatwo nie było. Ostatecznie musiałem zdjąć kilka zatrzasków, odkręcić śrubę i odgiąć nadkole (zdjąć się nie chciało). Żarówkę wymieniłem. Założyłem nadkole na miejsce i… połamałem dwa z czterech zatrzasków. One na prawdę nie wytrzymują kilkakrotnych prób wyjęcia i włożenia. Teraz muszę zanabyć nowe zatrzaski. Bo wymieniałem żarówkę. Świetnie. A teraz spróbuj wyobrazić sobie te czynności, gdy policjant zatrzyma Cię na drodze i powie: „Panie kierowco, lampka Panu nie działa”. Co z tego, że masz ze sobą żarówkę. Wymiana w biegu, w garniaku, na ulicy po prostu nie wchodzi w grę.

Ja naprawdę rozumiem, że ze sprzedaży samochodów interesu zrobić się nie da, że marże spadły do bardzo niskiego poziomu, że trzeba cisnąć serwis a nowo produkowane samochodu mają policzone trzaśnięcia drzwi powyżej których rzeczone mają odpaść od samochodu, że milionowe przebiegi zwykłych samochodów to już historia. Ja to wszystko rozumiem, choć nie pochwalam. Wkurza mnie jednak, że z każdą pierdołą jestem praktycznie zmuszany jechać do autoryzowanego serwisu. Ciekawe kiedy okaże się, że tankować też trzeba będzie w ASO.

Czym jest eksploatacja samochodu?

Proste, zwykle, codzienne sprawy związane z bieżącym użytkowaniem samochodu takie jak: tankowanie paliwa, mycie, sprzątanie, wymiana żarówek (choć teraz LEDy są coraz bardziej popularne, więc może nie będzie trzeba wymieniać ich przez cały okres życia samochodu), zmiana koła gdy się przedziurawi (i nie jakiś zestaw naprawczy tylko normalna koło – nawet dojazdówka), zmiana piór wycieraczek, uzupełnianie płynu do spryskiwaczy czy dolewanie oleju. To także możliwość dostania się do akumulatora i np. podpięcie przewodów, aby pomóc komuś uruchomić samochód w trzaskającym mrozie.
Te rzeczy każdy użytkownik samochodu powinien móc zrobić w swoim garażu albo pod chmurką pod blokiem a nie być zmuszanym jeździć do specjalistyczych warsztatów i kasować za byle pierdołę worek siana.

Marzenia

Coraz częściej marzy się powrót do korzeni. Proste auto z maksymalnymi bajerami typu radio i klimatyzacja. Bez reszty da się żyć, a warsztat odwiedza się rzadziej i w efekcie taniej. To lubię.
A tak przy okazji wraca mi umiłowanie hasła „less is more” 🙂

Jeśli Ci się spodobało to zapraszam na mój fanpejcz

 

Photo credit: The U.S. National Archives / Foter / No known copyright restrictions

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl