Zaznacz stronę

Dzisiejszy temat jest dość dyskusyjny. Dotyczy jedynie jednośladów z silnikiem. Ograniczam się tutaj do motocykli oraz skuterów.
Dlaczego dyskusyjny? Ano przede wszystkim dlatego, że duża część ludzi na hasło „motor” reaguje alergią, nerwowym śmiechem, opadem szczęki, pukaniem się w głowę, hasłami typu „po moim trupie”, „z kim się na łby zamieniłeś” i wieloma innymi miłymi wyrazami poparcia dla naszego zainteresowania.

Z czego to może wynikać?

Przede wszystkim z tego, że jeśli przeciętny zjadacz chleba nie jest motocyklistą (lub skuterzystą czy jakkolwiek kierowcę skutera nazwać) jedyne informacje na temat jednośladów czerpie z telewizji i to z działu wypadków. Tak to niestety już jest, że normalny kierowca nie jest interesujący. Dopiero gdy zawinie się na latarni, rozplaska na ścianie lub po kołami TIRa to wtedy mamy „nius”, który fajnie pokazuje się w dzienniku. Można wtedy dołączyć komunikat o wariatach i piratach drogowych jeżdżących 200 kmph po Łazienkowskim (gdy jeszcze nie był spalony oczywiście) i to na jednym kole – zwykle tylnym.

Żarty na bok

Możemy nabijać się z niezbyt rzetelnych dziennikarzy, niemniej jednak fakt jest taki, że na jednośladzie kierowca zwykle wychodzi ze zderzenia z czymkolwiek (poza pieszymi) w gorszym stanie od tego drugiego uczestnika zderzenia.
Warto więc przed odkręceniem manetki chwilę ruszyć głową. I to zarówno literalnie (np. przed skrzyżowaniem) jak i metaforycznie (czyli pomyśleć o tym, co może się wydarzyć i spróbować temu zapobiec).

Skuter czy motocykl?

A jakie to ma znaczenie? Fakt – motocykl jeździ szybciej. Albo lepiej – może jechać szybciej. Jedyna moja dotychczasowa gleba miała miejsce w mieście, przy prędkości około 20-30 kmph. Skuterem też osiągnąłbym ten poziom bez problemu. Właściwie gdybym się postarał (nawet bez większej napinki) to i rowerem mógłbym to ogarnąć. Do czego zmierzam? Ano do tego dziwnego według mnie rozróżnienia, że motocyklem (nawet 125ccm) należy jeździć w kombinezonie motocyklowym, względnie dżinsach i kurtce a skuterem to można już w klapkach i szortach. A ja się pytam dlaczego? Czy inaczej się spada ze skutera niż z motocykla? Asfalt który drze skórę aż do kości a potem również i kości ma inną twardość uzależnioną od rodzaju upadającego pojazdu?
Bez jaj!

Ubranie ochronne

Jedyne co nas chroni na jednośladzie to właśnie owo ubranie ochronne (i oczywiście to coś między uszami). Według mnie niezbędny jest porządny kask – i to nie orzeszek z serialu „Sons of anarchy” tylko porządny kask integralny względnie szczękowy. Cała reszta nadaje się… dla kogoś innego 😉 Co z tego, że czaszka jest chroniona, gdy przy uderzeniu szczęką o ziemię nie będzie żadnej ochrony. Czy warto dla lepszego (to też dyskusyjne) wyglądu ryzykować długotrwały pobyt na OIOMie?
Zejdźmy niżej – kurtka. Na rynku jest spory wybór przeróżnych kurtek. Skóra, tex, mesh – jak kto woli. Na pewno jednak kurtka musi mieć odpowiednie ochraniacze na plecach, łokciach i barkach oraz jakąś sensowną wytrzymałość. No i niebagatelna sprawa – warto ją zapinać. Rozpięta i powiewająca na wietrze nie chroni nas tak jakby mogła to robić zapięta. Zdaje się, że nie wspomniałem o tym przy kasku – jego też warto zapinać. Naprawdę.
Faceci lubią schodzić coraz niżej – przejdźmy zatem do spodni. Jeśli w ramach kurtki wybieramy skórzany, jednoczęściowy kombinezon sportowy to zasadniczo sprawę mamy już załatwioną. Najczęściej jednak tak nie jest. Ja na przykład mam spodnie texowe a na ciepłe dni – dżinsy motocyklowe (Firestorm bodajże) podszyte kewlarem od tyłka aż do kolan. Spodnie też muszą mieć porządne ochraniacze na kolana i biodra. Jeśli producent nie zapewnia dobrej jakości ochraniaczy opcje są dwie: bierzcie innego lub zmieńcie ochraniacze.
Trzewiki – tutaj zamieszanie jest największe. Od klapków (tych nie polecam) przez trampki (tych też nie) i buty wojskowe lub trekkingowe (te już od biedy mogą być pod warunkiem, że Ci motocykl na kostkę nie upadnie) aż do dedykowanych motocyklistom bucików. W tych ostatnich też można wybierać bez końca. Ja zdecydowałem się na Alpinestars SMX4. Są bardzo wygodne, wysokie, nie przemakają za szybko i teoretycznie porządnie chronią. Piszę teoretycznie, ponieważ jednak moja kostka nie wytrzymała podczas dość delikatnego upadku (więcej o całym zamieszaniu do poczytania tutaj).
Pozostał jeszcze jeden element obowiązkowy – rękawice. Widzę niekiedy szaleńców prujących na pierdopędach z gołymi dłoniami. Zastanawiam się wtedy zawsze dlaczego tak bardzo nie lubią swoich stawów. Może kiedyś zatrzymam się i miło pogadamy. A tymczasem rekomenduję stosowanie porządnych skórzanych rękawic z ochraniaczami i wzmocnieniami na pięściach – to może zawsze się przydać podczas tłumaczenia na migi swoich racji napotkanym kierowcom.

Zachowanie podczas jazdy

Kolejnym po ubraniu niesamowicie ważnym elementem podczas poruszania się jednośladem jest zachowanie w ruchu miejskim (i nie tylko miejskim). Wychodzę z założenia, że każda kolizja z udziałem motocyklisty jest… z jego winy. Poważnie. Tobie też tak radzę. To tworzy dobrą atmosferę i ogranicza poczucie nieśmiertelności.
Motocyklista i skuterzysta muszą przewidzieć reakcję wszystkich innych uczestników ruchu. Muszą zauważyć, że ten miły pan w czarnym mercu gada przez komórkę i nie widzi, że przejeżdżamy obok niego. Muszą dostrzec szczotkę w ręku mamy, która nie zdążyła ogarnąć się przed wyjściem z domu i domyślić się, że kolejny zaczes może spowodować niekontrolowany ruch kierownicy w którąś stronę. To niestety nie wszystko. Niebezpieczeństwo czai się w zasadzie wszędzie, dlatego nie można ani na chwilę tracić czujności (stąd na przykład uważam za szkodliwe i niebezpieczne wszelkie gadżety rozpraszające motocyklistę jak zestawy słuchawkowe czy nawigację – zwłaszcza w ruchu miejskim).
A teraz pytanie – jak jechać? Którym międzypasem?
Zdaję sobie sprawę z tego, że część osób zakrzyknie gromko – „Jakim międzypasem? Niech motocykliści stoją w korku jak każdy inny uczestnik ruchu!”
No cóż – szkoda mi takich nieszczęśników, ale nie specjalnie się nimi przejmuję. Niepisana zasada mówi, że należy wykorzystać przestrzeń pomiędzy lewym a środkowym pasem ruchu. Staramy się wtedy unikać sytuacji, w których jeden samochód omijają (przepraszam purystów – wyprzedzają) motocykliści z lewej i prawej strony jednocześnie. Taka zabawa w dwa ognie może być fajna w „Szybkich i wściekłych 18” ale na ulicy jest po prostu niebezpieczna. Jeśli trafi się uprzejmy kierowca, który będzie chciał zrobić miejsce motocykliście z jednej strony, to tym samym niestety zepchnie tego drugiego. Efekt może być niekorzystny zarówno dla kierowcy samochodu jak i motocykla.
Dalej – jak szybko gnać tym miedzypasem?
Według mnie z nie większą różnicą niż 20kmph od poruszających się w korku. Wtedy dajemy szansę, na to żeby kierowcy nas dostrzegli i nie byli zaskoczeni, gdy ich mijamy.

Przygotowanie teoretyczne

Wszelkie działanie wychodzi lepiej, gdy ma porządne podstawy teoretyczne. I nie chodzi mi tutaj o opowieści nachlanego Romka, jak to sam jeden przejechał Harlejem z Warszawy do Kazimierza tylko o poważne lektury opisujące zagadnienie motocyklizmu w uporządkowany sposób. Co czytać – o tym już jakiś czas temu pisałem, więc zapraszam do lektury.

Cuzamen do kupy

Zdaję sobie sprawę z tego, że cały ten powyższy wpis brzmi nieco zachowawczo (dobre słowo?), ale inaczej być nie może. Według mnie nie można czerpać przyjemności z motocyklizmu nie minimalizując ryzyka z nim związanego. Świetnie jest pośmigać po winklach czy to na torze czy w górach, ale faktycznie nie jest to najbezpieczniejsze hobby pod słońcem.
Dlatego uważam, że warto się na chwile zatrzymać, przemyśleć temat i podejść do motocyklizmu świadomie.

Do zobaczenia na drodze!

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl