Zaznacz stronę

Coroczny motocyklowy wypad w góry to jak na razie nieosiągnięty cel. Marzenie, którego realizacja raz się oddala a raz przybliża. W tym roku wiem już, że z takiej wycieczki nici.
Taki wypad udał się na szczęście w zeszłym roku, a jako że do tej pory nie napisałem o nim ani słowa to czas najwyższy tego dokonać
Niniejszym więc zapraszam Cię do podróży w przeszłość.

Zbiórka

Początkowo chętnych było więcej. Ostatecznie stanęło na czterech chłopa. Ustaliliśmy termin i kierunek. Miały to być Bieszczady – mityczny polski raj dla motocyklistów. Mnóstwo serpentyn, niewielki ruch i w dużej części nowe i równe drogi. Mieliśmy przygotowany i zarezerwowany punkt wypadowy, mapę z zaznaczonymi trasami wartymi odwiedzenia, plan na każdy dzień. Pełna profeska. Niestety Bieszczady się posypały. A oto dlaczego.
Kilka dni przed planowaną datą startu wszelkie możliwe prognozy pogody pokazywały w Bieszczadach deszcze i burze. Nie mieliśmy ochoty jeździć w takich warunkach. W końcu nie jechaliśmy do konkretnego celu tylko pojeździć i nieco podszlifować swoje umiejętności. Nie byliśmy więc mocno zdeterminowani aby właśnie w Bieszczadach spędzić tych kilka dni. Najgorzej, że prognozy nie dawały zbyt wiele nadziei. Mazury – deszcze. Pomorze – deszcze. Z miejsc ciekawych został Śląsk, ale i tam prognozy pokazywały deszcze.
Sprawa wydawała się beznadziejna, ale my mieliśmy już przeznaczonych kilka dni na motocykle i za nic w świecie nie chcieliśmy tego czasu odpuścić.
Jest decyzja – jedziemy!
Dokąd – to się okaże.

Na południe, ale ciut w lewo

Wycieczka motocyklowa w Sudety

Na Stacji w Górze Kalwarii

Spotkaliśmy się więc w dniu wyjazdu. Wszyscy spakowani i przygotowani na kiepską pogodę. W punkcie zbornym na stacji w Górze Kalwarii podjęliśmy ostateczną decyzję. Jedziemy w Sudety, bo tam miało być najładniej. Czas pokazał, że była to decyzja słuszna. Deszcz nas oszczędził.

Elegancki obiad w eleganckim miejscu

Elegancki obiad w eleganckim miejscu

Cel na pierwszy dzień – Srebrna Góra. Tam nocowałem już wcześniej, było całkiem zacnie i na tyle blisko, że mogliśmy dojechać na miejsce nie narażając się na jazdę po górskich serpentynach nocą.

Srebrna Góra – punkt przełomowy

Ostatecznie dotarliśmy do Srebrnej Góry dość późno. Nie wybraliśmy najkrótszej drogi, bo wpadliśmy jeszcze do Koła 🙂
Znaleźliśmy całkiem sympatyczny nocleg „U Wacusia”, bardzo miły właściciel, zadowalający standard i sensowne ceny. Warto do niego zawitać jeśli przypadkiem lub nawet celowo wylądujesz w Srebrnej Górze

Srebrna Góra - u Wacusia

Srebrna Góra – u Wacusia

Następnego ranka planowaliśmy wybrać się dalej, ale spotkała nas miła niespodzianka.
Gdy staliśmy przy motocyklach, zapakowani aby ruszyć w dalszą drogę w poszukiwaniu jak najbardziej pokręconych dróg, pod pensjonat podjechał motocyklista. Szybko zsiadł z Bandyty i oznajmił, że jest lokalsem i że Wacek powiedział mu o naszej wizycie. W związku z tym ma dla nas propozycję, abyśmy pojeździli po okolicy razem z jego ekipą. Początkowo nie byliśmy mocno zainteresowani tą opcją, ponieważ mapa nie pokazywała wyjątkowo ciekawych dróg w okolicy. Niemniej okazało się, że po prostu wzięliśmy zbyt mały promień poszukiwań pod uwagę. Jak to się skończyło?
Ano wróciliśmy do Wacusia jeszcze na dwie noce i jeździliśmy z chłopakami przez najbliższe dni.

Červená Voda – 15 km raju

Już po niezbyt długiej wspólnej jeździe wyszło na to, że mamy nieco inne potrzeby odnośnie śmigania po górach. Chłopaki z lokalnej ekipy lubią zabawę manetkami rodem ze skuterów lub crossa. Traktują je zerojedynkowo. Dla nas jednakże dość istotne było aby wrócić do domu w całości a wrażeń szukaliśmy raczej w technicznych trasach, przy niższych prędkościach.
Koniec końców przedarliśmy się przez Kłodzko i Międzylesie. Tutaj zatrzymaliśmy się na chwilę, ponieważ koniecznie musiałem zrobić sobie zdjęcie z tablicą na wjeździe do miejscowości.

Na rogatkach Międzylesia

Na rogatkach Międzylesia

W Międzylesiu na stacji spotkaliśmy całkiem fajną ekipę. Zjeździli już chyba całą Europę Zachodnią i szukali szczęścia w jej bardziej dzikich rejonach.

W Międzylesiu

W Międzylesiu

Zobaczcie jak wygląda ta trasa. Nie muszę nic dodawać do tego obrazka, prawda? 😉

Dość powiedzieć, że spędziliśmy tam trzy dni jeżdżąc w tę i z powrotem. Wspaniała trasa.
Po pierwszym dniu działań na trasie byliśmy na tyle niezadowoleni z naszych umiejętności pokonywania zakrętów, że urządziliśmy sobie następnego dnia szkolenie na pobliskim parkingu. Kolejne przejazdy były już zdecydowanie lepsze.

Droga 100 zakrętów – zawód totalny

Drugiego dnia postanowiliśmy wrócić z Červenej Vody do Srebrnej Góry przez Kudowę Zdrój i Radków. Chcieliśmy w ten sposób przejechać się mityczną drogą 100 zakrętów. No cóż. Nie polecam tej wycieczki. Okolice są przepiękne – to fakt, ale ta osławiona droga nie jest w zbyt dobrym stanie. Mnóstwo dziur, liści, wody oraz piachu na drodze robi swoje. Trzeba porządnie zwolnić aby nie wyrżnąć. No i ruch spory. Żadna frajda.

Inne ciekawostki

W zasadzie większość czasu spędziliśmy na odcinku z zakrętami i dojazdach do niego. Nie chcieliśmy ruszać się dalej. To tam był raj.
Dużą częścią całej wycieczki były też niewątpliwie dojazdówki. Muszę przyznać, że nie jest to mój ulubiony etap podróży. Zdecydowanie wygodniej po autostradzie podróżuje się samochodem. Następnym razem postaram się załadować maszynę na przyczepę i cieszyć się jazdą po serpentynach 🙂

Krótki film

W końcu udało się też zebrać niektóre z nagrań i dzięki temu powstało poniższe dzieło 🙂

 

Jeśli Ci się spodobało to zapraszam na mój fanpejcz

Wbijam na fejsa

 

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl