Zaznacz stronę

Tydzień roboczy jest prosty. Wiesz, jak pomagać Twoim Klientom, co robić, czego lepiej unikać, jak się rozwijać, jak nie brać dotacji. Słowem – w miarę kontrolowane środowisko, gdzie z grubsza każdy gracz ma podobną perspektywę.

Gdy zaczyna się weekend to sytuacja zmienia się diametralnie.

Dzieciaki wstają skoro świt, aby nie marnować dnia i Ty siłą rzeczy razem z nimi. Czy ja narzekam? Nie, po prostu tak to wygląda 😉

Co można robić w weekend. Całkiem sporo rzeczy. Od sprzątania chałupy począwszy, poprzez wspólne wyjście na spacer a na wyjeździe sobotnio – niedzielnym skończywszy. Opcji jest sporo. Ważne, aby nie zasiąść na stałe przez pudłem i nie obudzić się w niedzielny wieczór, że znowu trzeba iść „do roboty”.

Dlatego weekendy warto planować (jak z resztą chyba wszystko) – o czym z resztą też już pisałem – LINK 
Tak też było z 1 kwietnia 2017

Początek sezonu

Tym razem nie będzie o wyczekiwanym rozpoczęciu sezonu motocyklowego (Fazer wciąż stoi w garażu) a o rozpoczęciu sezonu rowerowego.

Tak wyszło, że rozpoczęcie zsynchronizowało się z rowerowym rajdem na orientację „Wiosenne 360” – tutaj link do aktualnych rajdów, jeśli ktoś reflektuje.
Nigdy wcześniej nie braliśmy udziału w takim przedsięwzięciu, a że dodatkowo impreza była niedaleko domu, to skorzystaliśmy. Tylko Krzysiek i ja.
Zapisaliśmy się na 50km trasę rowerową. W końcu 50km to nie jest jakiś ogrom na rowerze. Na przejechanie jest 10 godzin, więc na upartego nawet na piechotę da się to zrobić w tym czasie. Otóż chyba nie do końca 🙂

Przygotowania do rajdu

Od tego warto zacząć. Przygotowań w zasadzie nie było. Pojechaliśmy na żywioł. I nie był to najlepszy pomysł. To znaczy zabawa wyszła całkiem zacnie tylko faktycznie fajnie przyjechać na ten rajd choć trochę przygotowanym kondycyjnie i siłowo. I… ubraniowo. Minęły już 2 dni a mi nadal dość ciężko usiąść na twardym taborecie 🙂

Co warto ze sobą zabrać

Lecę z wyliczanką. Może Ci się przydać, gdy pierwszy raz wybierzesz się na taką imprezę.

  1. Mapnik. Rajd na orientację to mapa analogowa, którą zapewnia organizator. Zabronione jest korzystanie z innych map niż te dostarczone przez niego. I na tym w zasadzie polega główny motyw całej zabawy. Wrócić do korzeni, wyłączyć GPSa i nauczyć się na nowo (a dzieci pierwszy raz) korzystać z papierowych map, orientować je, odnaleźć się w przestrzeni. Bardzo fajny powrót do korzeni.
  2. Kompas – patrz pkt. 1
  3. Spodenki z pieluchą. Albo i dwoma, jeśli takie produkują. Wiele godzin w siodle powoduje, że zanim ogarnie Cię zmęczenie, to już tyłek jest nieźle obity. Zwłaszcza, gdy taki wyjazd, to pierwsza jazda w sezonie. Portki mają kilka opcji: długie, krótkie, ciepłe, zimne itp.
  4. Kask – zostałem zmuszony do zakupu takowego. Nie przydał się, ale bez niego nie zostałbym dopuszczony do rajdu. Zatem kask to taki must have. Coś jak pasy bezpieczeństwa w samochodzie.
  5. Okulary. To dla mnie nowość. Okazuje się, że nawet, gdy nie słońce nie świeci, to na rowerze potrzebne są okulary. Z dwóch powodów. Po pierwsze oczy nie łzawią, gdy pęd zimnego powietrza na nie napiera, a po drugie chronią oczy przed gałęziami w lesie. I faktycznie zdają egzamin. Ten element wyposażenia polecam gorąco.
  6. Rękawiczki rowerowe. Jeśli nie lubisz odcisków i ślizgających się po kierownicy rąk. Do wyboru długie, krótkie, zimowe i letnie.
  7. Koszulka termiczna. Coby bawełna nie przyklejała się do pleców.
  8. Licznik rowerowy. Niektóre punkty są na mapie oddalone dość daleko a teren nie jest zbyt zróżnicowany. Wtedy trzeba liczyć odległości pomiędzy punktami. Przeliczanie centymetrów na rzeczywistą odległość jest już nad wyraz skomplikowane. Nie trzeba jeszcze dodawać liczenia odległości krokami. Zwłaszcza, gdy masz do policzenia np. 5 kilometrów 🙂
  9. Bidon o srogiej pojemności. Zużyliśmy tego dnia chyba po 3 litry wody na łebka.
  10. Zapasowa dętka, łyżka do opon i pompka. Ten zestaw przydał się w środku lasu. Wymiana dętki trwała 10 minut. Bez zapasu mielibyśmy naprawdę przekichane.
  11. Narzędzia. Właściwie multitool powinien wystarczyć. Nam rozregulowało się krzesło. Akurat nie mieliśmy takiego klucza jak potrzeba. Multitool załatwił sprawę.
  12. Sporo jedzenia. Zwłaszcza, gdy jedziesz z dziećmi. To jest dokładnie tak jak na jakiejkolwiek innej wycieczce. Apetyt rośnie dramatycznie już 50 metrów za domem.
  13. Nóż. Nóż zawsze jest potrzebny 🙂

Myślę, że lista jest w miarę kompletna. Jeśli pojawi się nowy pomysł, to dorzucę do niej kolejne punkty, ale przecież nie chodzi o to, aby mieć ze sobą jak najwięcej sprzętu, tylko o to, aby fajnie spędzić z dzieciakami trochę wolnego czasu. Sprzęt jest po to, aby nie narzekały i aby chciało nam się z nimi pojechać na wycieczkę ponownie.
Powodzenia na wyprawach!

Poniżej wstawiam linki do tych produktów, które powyżej opisałem. Wszystko jak na dłoni 🙂

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl