Zaznacz stronę

Podczas jednej z ostatnich rozmów poruszyliśmy z Krzyśkiem temat działek i budowania domów oraz związanych z tym kosztów. Krzysiek snuł wizję ogromnej działki za 100.000 zł, na której zmieści się wielki dom (bodajże za 6 milionów) i jeszcze mnóstwo innych bajerów. Jakież było jego zdziwienie, gdy dowiedział się, że za 100.000 zł zbyt wielkiej działki nie kupi. Zwłaszcza w Warszawie.

Rozwiązanie i… zaskoczenie

Młody umysł szybko znalazł rozwiązanie: – Można kupić małą działkę – 4m2 i zbudować dom na 1km w górę!

Potem nastąpiło kolejne zdziwienie, gdy dowiedział się, że nie da rady. Że są przepisy, które mówią jak wysoko można na własnej działce budować. Mało tego, są przepisy, które mówią jakie odległości do sąsiednich działek trzeba zachować i że jego działka wielkości 4m2 jest właściwie nie do wykorzystania.

„To głupie” stwierdził. „Dlaczego nie mogę budować na własnej działce tego, co chcę?”

No właśnie – dlaczego? Pamiętacie bajkę „Nowe szaty cesarza”…

Regulacje robią nam dobrze. Czy na pewno?

Tak się składa, że przepisy (a może lepiej powiedzieć ograniczenia) budowlane to tylko jeden element wielkiej układanki licencji, regulacji, pozwoleń i tym podobnych narzędzi w rękach urzędników. Powszechnie panuje przekonanie, że to dla naszego dobra. Czy aby na pewno?

Co dobrego jest w tym, że muszę mieć pozwolenie, aby kupić sobie porządną kamizelkę kuloodporną (tak było jeszcze przynajmniej kilka miesięcy temu)?

Co dobrego jest w tym, że aby otworzyć kafejkę na kilka stolików muszę najpierw mieć zaplecze o trzykrotnie większej powierzchni niż sala ze stolikami, aby zmieścić wszystkie niezbędne zlewy, przejścia, pojemniki i inne bzdety? Że niby to uchroni ludzi przed zatruciem? Naprawdę ktokolwiek (poza urzędnikami Sanepidu) w to wierzy?

Czy na prawdę jest niezbędne, abym miał licencję taksówkarza, aby zarobkowo wozić ludzi po mieście? Uber stara się to obejść, budzi więc ogromne emocje. Zwłaszcza wśród licencjonowanych taksówkarzy, którzy przeszli już swoje, aby te licencje zdobyć i teraz bronią swojego statusu.

Czy uzyskana licencja sprawi, że pierogi, które chciałbym sprzedawać będą smaczniejsze? A może zdrowsze? Wiecie, że prowadząc kuchnię np. w przedszkolu nie możecie po prostu pojechać na ekobazarek czy do innego rolnika i kupić pół świniaka.

Co z tego, że te legalne mięcho jest nadmuchane, nasączone solankami dla poprawy masy itp. Ważne, że ma stempel. Dzięki stemplowi dzieci będą na pewno zdrowsze.

Takich absurdów jest więcej. A nawet nie doszedłem do tematyki sprzedaży alkoholu (ZUO!) ani broni…

Na dziś tyle 😉

Jeśli Ci się spodobało to zapraszam na mój fanpejcz

 

Photo credit: BiblioArchives / LibraryArchives via Foter.com / CC BY

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl