Zaznacz stronę
Moje #hot16challenge2 już za mną.
Jeśli nie miałeś okazji zobaczyć tego cuda, to zapraszam do YouTube

Co tam się w ogóle wydarzyło i jakim cudem ja, który za rapem, delikatnie mówiąc, nie przepadam nagrałem ten filmik.
Zacznijmy od początku.

Cel akcji

Cel akcji #hot16challenge2 wydawał się dość prosty acz mglisty. Poprzez aktywizację środowiska raperskiego zebranie środków na pomoc medykom i szpitalom w walce z koronawirusem.
Całość opisana jest na stronie zbiórki, czyli tu  OPIS ZBIÓRKI
Na dziś zebrane jest 3,2 M zł. To chyba nieco mało na utrzymanie szpitali.
Klimat przypomina zbiórki WOŚP. Niby coś dobrego się dzieje, kasa płynie, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb.
Poza tym jest już ktoś, kto na siebie wziął ciężar odpowiedzialności utrzymania struktur medycznych w kraju. I pobiera za tę działalność sowite opłaty.
Jest jednak zawsze plus takiej akcji.
Fundację można rozliczyć z tego, co zrobiła z pieniędzmi przeznaczonymi na konkretny cel. W przypadku rzeczonego zarządcy nie bardzo.
Tak to z resztą zwykle jest, gdy wydaje się nie swoje pieniądze na nie swoje potrzeby.
Ok, robi się mocna dygresja. Wracam na ścieżkę.

Po co mi to było?

Można rzec, że wyzwany przez Maćka Gnyszkę

nie miałem za bardzo alternatywy, ale byłoby to oczywiste kłamstwo. Mogłem po prostu olać sprawę i tyle.

Strefa komfortu

Doszedłem jednak do wniosku, że przyjęcie wyzwania wymagać będzie (jak mówi Krzysztof Głowacki) poszerzenia strefy komfortu.
Wystąpienia publiczne a tym bardziej śpiewanie, nie należą do moich ulubionych obszarów działalności.
Śpiewać mogę w samochodzie lub pod prysznicem. Podstawowym warunkiem dobrego samopoczucia w tych sytuacjach jest to, że nikt mnie nie słyszy 😉

Przekaz

Po dłuższej analizie dochodzę również do wniosku, że ważna była dla mnie możliwość wyjścia nieco szerzej z jakimś sensownym przekazem.
Dlatego bardzo nie chciałem przygotować jakiegoś mdłego tekstu o strasznym wirusie, siedzeniu w domu czy nudzie. Na pewno nie chciałem też wziąć na tapet oblatanego tematu dotyczącego tego, jak teraz jest nam wszystkim źle. Bo nie jest. Może nie jest idealnie, ale do złego to jeszcze daleka droga.
Wbrew pozorom to, co powstało to nie tylko rymy. Tam jest jakiś przekaz.
Stąd zabawa w poetę wydała się atrakcyjna. Przypomniała również szkolne czasy, gdy trzeba było zastanowić się, co poeta miał na myśli. Do tej pory głowię się, czy ktokolwiek zgadł, co rzeczony poeta na myśli miał. Pozostanie to zapewne nieodgadnione na zawsze.

Chęć sprawdzenia się

Pojawiła się również chęć sprawdzenia się.
W życiu nie śpiewałem na występie. Rapu nawet nie słuchałem, więc ciężko o jakichkolwiek występach tu mówić. Nawet oglądanych. Co dopiero występach osobistych.
Gdy oglądam to, co powstało, to stając w prawdzie przyznać muszę, że nie poszło najgorzej. Wstydu nie ma 😉

Droga do celu

Natomiast droga do takiego efektu nie była prosta.
Już na starcie wiedziałem, że sam sobie z tym nie poradzę. Nawet nie wiedziałem od czego zacząć.

Proszenie o pomoc

I tu pojawiła się potrzeba poproszenia o pomoc.
Dla wielu osób przyznanie się przed samym sobą, że potrzebują pomocy jest cholernie trudne. Przecież zawsze najlepiej robić wszystko samemu (znasz to skądś? pewnie z mojego podcastu o Zosi samosi 😉 )
Otóż nie najlepiej.
W życiu bardzo ważna jest umiejętność rzeczowego proszenia o pomoc.
Precyzyjnie i konkretnie.
Tak miało być i tu. Tyle, że nie zdążyłem, bo ubiegł mnie Mariusz z Mangusta Group (czy ja już mówiłem kiedyś, że Magnusta Group jest spółką portfelową Pracowni Synergii? 😉 )
– „wymyśl jakiś wierszyk a ja z resztą Ci pomogę”.

Zaufanie

I tu zaczęła się prawdziwa zabawa.
Przygotowałem tekst i oddałem się w opiekę Mariuszowi.
Dokładnie tak zrobiłem. Zaufałem mu w całości. Można powiedzieć, że powierzyłem mu nie tylko wykon rapsów (dobre nazwy 😉), ale przede wszystkim mój wizerunek.
Nie znam się na tym zupełnie i nie mam pojęcia jak utrzymać konwencję raperską.
Mariusz wiedział.
I dzięki temu nie było lipy.
Pytanie za 100 punktów – co w powyższym akapicie jest kluczowe?
Nie trzymam w niepewności. Otóż kluczowe jest to, aby właśnie zaufać osobie, którą prosi się o pomoc i uznaje za autorytet w danej dziedzinie.
Jak na widelcu widać to przy niektórych projektach, w których klienci po wielu godzinach rozmów, ustaleń, rozpisek i tak ostatecznie robią zupełnie inaczej niż sami ustalili podczas spotkania.
Owszem, często są to trudne decyzje. I właśnie dlatego podczas spotkań rozmawiamy o nich w warunkach sprzyjających, bez nacisków z zewnątrz, wtedy gdy umysł pracuje najlepiej.
Później przy stresorze związanym z interakcją z zespołem czy kontrahentem ustalenia te biorą niekiedy w łeb.
I jakkolwiek jest to oczywiście ostatecznie sprawa klienta jakiego dokona wyboru, to owe wcześniejsze godziny były w efekcie stracone.

Nominacje

Ostatnim elementem challengu są nominacje.
Mi zależało na tym, aby osoby, które wybiorę faktycznie miały kompetencje (jakkolwiek w odniesieniu do rapu to zabrzmi) do tego, żeby efekt ich pracy był przynajmniej świetny. Liczyłem też na to, że będą przy produkcji dobrze się bawiły.

Docenienie ludzi

Bardzo lubię sposób, w jaki Tom Bilyeu zapowiada swoich gości 

Przekazuje o nich sporo informacji momentalnie budując w odbiorcach wizerunek eksperta i człowieka, z którym chcieliby spędzić jak najwięcej czasu, aby czerpać z pokładów jego mądrości i doświadczenia.
Rzecz jasna ja mam jeszcze sporo do nadrobienia w tej trudnej sztuce, niemniej wprowadziłem osoby nominowane tak, jak faktycznie je odbieram i mam nadzieję, że nie obrażą się z tego powodu 😉

Co działo się później?

Po wrzuceniu filmu do odbioru szerokiej publiczności dostałem całkiem ciekawy feedback.

Feedback

Otóż okazuje się, że sporo ludzi przede wszystkim docenia odwagę.
To, że to w ogóle zrobiłem. Znając mój stosunek do publicznego śpiewania.
I to rapu 😉
Po drugie dostałem sporo głosów uznania.
Wygląda na to, że faktycznie nie ma większej lipy i da się to oglądać i słuchać.
Po trzecie, dzięki dyskusji Michała i Łukasza poznałem w ciągu kilku godzin historię rapu oraz zostałem obdarowany niezliczonymi materiałami odnośnie zarówno muzyki jak i muzyków ją tworzących.
Co mnie dodatkowo zdziwiło, okazało się, że całkiem sporo raperów, to po prostu przedsiębiorcy, którzy mają zupełnie inne źródło głównego dochodu. Rap stał się dla nich dźwignią do sprzedaży tych innych usług i produktów.
No i mam mnóstwo deklaracji chętnych do kupienia mojej płyty z raperskimi wykonami. Trzeba przyznać, że mam dowcipnych znajomych 😉
Podsumowując mogę rzec jedno.
Warto było nieco się podenerwować i przekroczyć granice.
Polecam 😉

 

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Parę kroków wstecz - weź dobry rozbieg