Zaznacz stronę

Opowiem dziś pewną historię motoryzacyjno – wypadkowo – usługową. Zdarzyła się ona nieco ponad rok temu. Zacznę jednak od wersji nieco zmodyfikowanej. Dlaczego – o tym nieco później.

Zdarzenie drogowe

Mamy koniec kwietnia. Mazurskie pola pokryte są żółtym rzepakiem, słońce wygrzewa schłodzone zimą kości, Letni Czesław świetnie komponuje się na zdjęciach z krowami – po prostu jest pięknie.
Majówka nad jeziorem to jak powszechnie wiadomo marzenie każdego Warszawiaka (no dobra – przynajmniej moje), więc właśnie tam wybraliśmy się na krótki wywczas. Wywczas jak to wywczas szybko się skończył i nastąpił czas powrotu do Warszawy. Zatem sprzęt do samochodu, rodzina do samochodu, muzyczka ON i jedziemy. Rozogi, Myszyniec, Ostrołęka (tutaj obowiązkowa kawa), Długosiodło, Wyszków, Radzymin, Rembertów, Marysin i BUM. Rondo, facet przed nami z niewiadomego powodu nagle zatrzymał się na jego środku. Ja niestety zatrzymałem się nieco później nie tylko dzięki hamulcom Hondy, wspomógł mnie również rzeczony facet zadnią częścią swojego samochodu. Na szczęście wszystko odbyło się przy prawie zerowej prędkości, nikt nie ucierpiał (poza moją dumą) a straty wydały się niewielkie. Zjechaliśmy na boczek, spisaliśmy oświadczenia, zadzwoniliśmy do ubezpieczyciela i telefonicznie wypełniliśmy formularz szkody (to bardzo fajne – naprawdę działa i jest wygodne) a następnie rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Może nie do końca w dobrych nastrojach, ale przynajmniej bez napinki.

Co miało być a nie jest

Pierwsza koncepcja tego wpisu miała opisywać przejścia z ubezpieczycielem. Na spokojnie zdecydowałem jednak, że zamiast wzbudzać w sobie mocno negatywne emocje związane z przypominaniem i opisywaniem historii jaką przeszedłem z Wartą opiszę pozytywny aspekt całego zdarzenia. Wolę po prostu zachować równowagę emocjonalną (jakkolwiek to brzmi :-))

W kwestii Warty tylko krótkie podsumowanie, abyś miał świadomość jak to wyglądało. Cała sprawa trwała około roku, Warta po wykonanej naprawie samochodu zmieniała wartość odszkodowania parę razy, nie chciała wypłacić całości sumy warsztatowi (naprawa miała być bezgotówkowa na podstawie faktur dostarczonych przez warsztat), przelewała sumy częściowe a ostatnią transzę dostałem dopiero po interwencji kancelarii prawnej. Tak więc Warcie dziękuję za współpracę. Musiałby zdarzyć się coś naprawdę wyjątkowego, abym do nich kiedykolwiek wrócił.

Co było i było pozytywne

Co działo się po zdarzeniu? Otóż wybrałem się do warsztatu celem określenia rozmiaru uszkodzeń. Wyszło na to, że w sumie niewiele się stało: pęknięty plastikowy zderzak, wygięte jego mocowanie, uszkodzony czujnik parkowania. Niby niewiele. Okazało się, że części jednak kosztują całkiem sporo, więc zdecydowałem się skorzystać z opcji AC, które w sumie w tym celu zostało wykupione. Przyjechał rzeczoznawca, zbadał szkody, potwierdził zasadność wymiany poszczególnych elementów wskazanych przez mechanika, zawinął się i odjechał.
Gdy dostałem kilka dni później wycenę od Warty i pokazałem ją mechanikowi… podziękował za współpracę i powiedział, że nie podejmie się tej roboty, bo nie chce mu się z papierami walczyć. Mocno mnie zdziwił (w końcu kolega – powinien nieco się wytężyć i pomóc, z resztą nie za darmo). Później okazało się, że miał chłopina nosa.
Pojechałem więc do Pana Darka – sprawdzonego mechanika, którego poznałem kiedyś w dość przypadkowy sposób. U niego rozmowa była zupełnie inna.

– Spoko, ogarniemy temat. Niech Pan się nie martwi

Dostałem do wypełnienia i podpisania pełnomocnictwo, zostawiłem samochód, wziąłem zastępczego Lupo i pojechałem do domu.
Później okazało się, że Warta nie jest zbyt skora do modyfikacji swojej wstępnej wyceny (mniej więcej czterokrotnie zaniżonej), więc chwilę się zeszło zanim odebrałem gotowy samochód.
Pan Darek otrzymał swoją zapłatę od Warty dopiero po około pół roku, i to niepełną kwotę. Resztę dopłaciłem i o różnicę wystąpiłem z pomocą kancelarii, o której było na początku.
Do czego zmierzam i dlaczego w sumie ten akapit jest pozytywny? Tutaj niewątpliwym bohaterem jest Pan Darek i jego podejście do Klienta – czyli sławetny customer service, który jest tak niedoceniany w kraju nad Wisłą. Pan Darek nie dość, że wziął sprawę, która od początku wiadomo było, że nie będzie łatwa to tak naprawdę kredytował naprawę mojego samochodu przez pół roku. Pokażcie mi drugiego takiego mechanika!
Jaki jest tego efekt? Oprócz tego, że ja mam sprawny samochód, Warta jednego Klienta mniej i przynajmniej jeden warsztat (wieści szybko się rozchodzą), który nie zrobi już żadnej bezgotówkowej naprawy w Warcie Pan Darek zyskał lojalnego Klienta. I to więcej niż jednego – właśnie w tej chwili stoi u niego samochód, który mój brat szykuje na wyjazd wakacyjny.

No to jak – warto się postarać?

PS: Jakie macie doświadczenia z mechanikami i ubezpieczycielami?

Comments

comments

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl
 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

FreshMail.pl