Gdyby zdarzyło się tak, że dotarłeś tu z zewnątrz – ten wpis jest ciągiem dalszym rozpoczętym tu: MotoWycieczka2012. Polecam zacząć od początku.

Dzień drugi

Ruszyliśmy skoro świt o około 10 i od razu skierowaliśmy się do Radkowa, aby skorzystać z uroków osławionej Drogi Stu Zakrętów. Może i te 100 zakrętów po drodze napotkaliśmy, ale na pewno było wielokrotnie więcej dziur, piachu i wszelkiego rodzaju zawalidróg. Co ciekawe, na owej drodze napotkać można również… korek. Dotyczy on samochodów próbujących dostać się do Błędnych Skał. Co prawda być w okolicy i nie zobaczyć tych labiryntów skalnych to wielkie niedopatrzenie. Niemniej jednak zamiast czekania w korku polecam spacer. Trasa nie jest trudna a satysfakcją ogromna 🙂

Kolejny przystanek – Kudowa Zdrój. Miasteczko dość przyjemne i fajne jako baza wypadowa do pieszych wycieczek górskich. Ma też inne atrakcje: pijalnię wód oraz fantastyczne jogurty owocowe podawane w knajpie Domu Zdrojowego – nie można przegapić! Kawa i jogurt – zestaw obowiązkowy, którym posililiśmy się z rana. Po tak sycącym śniadaniu skierowaliśmy motóry prosto na Zieleniec. Trasa kręta i ciekawa widokowo – taka miała być. Zanim jednak dotarliśmy do zakrętów skorzystaliśmy z dobrodziejstw lokalnego rynku motoryzacyjnego. Okazuje się, że przegląd techniczny to ważna rzecz a porządek w papierach musi być. Na szczęście Fazer okazał się sprawny (jak mogło być inaczej?!) i przegląd klepnięty został bezproblemowo.

Bez dalszych komplikacji wróciliśmy na zaplanowaną trasę, która okazała się dokładnie taka, na jaką się nastawiliśmy.

 

Poćwiczyliśmy głębokie złożenia, wykonaliśmy kilka sweet fotek i pojechaliśmy dalej w kierunku przejścia granicznego w Międzylesiu. Zdecydowanie odradzam tę trasę. Jest tam stary, pokruszony asfalt z ogromnymi dziurami i wyrwami w drodze. Lepiej odbić nieco na północ i objechać ten wątpliwy skrót drogą na Bystrzycę Kłodzką. W Międzylesiu założyliśmy na siebie kamizelki odblaskowe (po dość bliskim, ale na szczęście bezkontaktowym spotkaniu ze zbyt szeroko skręcającym samochodem) i pojechaliśmy po czeskich drogach w kierunku Jarosławia. Końcówka dnia znowu nie była fajna. Jechaliśmy główną drogą, po ciemku w sznurze samochodów. W końcu wjechaliśmy do osławionej Wisły… czyli wielkiej dziury, w której nie ma absolutnie nic ciekawego. Po godzinie znaleźliśmy obskurny nocleg (na szczęście mieliśmy malinówkę, więc wieczór należał raczej do udanych :-))

Opis trzeciego dnia wycieczki już jest!

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)