Uwielbiam słońce, uwielbiam podróże, uwielbiam gdy coś się dzieje.

Jako, że ekscytujące podróże nie zdarzają się codziennie a te najbardziej ekscytujące niosą za sobą zbyt wielkie ryzyko wycieczki w jedną stronę, lubię posiłkować się w takich sytuacjach historiami innych. I to historiami zarówno faktycznymi jak i tymi fikcyjnymi.

Dlatego z przyjemnością oglądam Jamesa Bonda i czytam to, co napisze Wilbur Smith czy Elżbieta Cherezińska.

W zasadzie powinienem powiedzieć, że oglądałem i czytałem. Ostatnimi czasy zauważyłem z przykrością, że czas nie jest z gumy a oglądanie filmów wymusza albo późniejszy sen (a jak wiemy z tego wpisu LINK, jest to zjawisko niekorzystne) albo rezygnacji z innych spraw ważnych jak choćby rozwoju fizycznego (o czym tu: LINK).

Z czytaniem Wilbura jest jeszcze trudniej. W końcu czytanie to czytanie, czyli teoretycznie czynność nobliwa. Problem polega na tym, że te lektury, poza przyspieszonym biciem serca, wiele do życia nie wnoszą.

Zostawiam więc te przyjemności na wyjątkowe okazje (np. okres wakacyjny) a na co dzień uwagę przekierowuję w rejony, które mają znaczący wpływ na życie.

Zapraszam z resztą do serii wpisów dotyczących wartościowych lektur (LINK)

Gdy już mamy wybraną ciekawą lekturę, pojawia się kolejne wyzwanie – jak i kiedy czytać ją aktywnie?

Tym „jak” zajmę się nieco później – w oddzielnym wpisie.

Co nam pozostaje natomiast w kwestii „kiedy”?

Co robić, gdy nie mamy wystarczająco dużo czasu, aby przeczytać to wszystko, co czeka na nas na liście lektur (czyli w zasadzie zawsze)?

Opcji jest kilka. Ja lubię 2 z nich. Zatem po kolei.

Skrótowce

Niezwykle rzadko zdarza się, że jesteśmy pierwszymi historycznymi czytelnikami danej lektury. Najczęściej ktoś już ją przed nami przeczytał. Niektórzy spośród tych czytelników, są na tyle sympatyczni, że na podstawie najlepszych pozycji tworzą kilkuminutowe opracowania. Możemy w nich zapoznać się z głównymi przesłankami książki.

Owszem, są to mocno zgeneralizowane wnioski, ale z tak krótkiej formy moim zdaniem więcej nie wyciągniemy.

Zobacz przykładowe opracowanie „Mitu Przedsiębiorczości” Micheala Gerbera

Audiobooki

Coraz bardziej popularna forma przyswajania treści. Kiedyś do snu czytali nam rodzice, dziś znani aktorzy lub autorzy książek nagrywają swoje dzieła w formie słuchowiska.

Według mnie jest to świetna sprawa. Możemy wykorzystać każdą bezproduktywną chwilę dnia. Jedziesz samochodem – słuchaj audiobooka, sprzątasz – słuchaj audiobooka, jesteś na spacerze z psem – słuchaj audiobooka. Pewnie można takich chwil wymienić więcej. Każdą z nich możesz zapełnić wartościowymi treściami.

Co prawda większość osób, które poznałem, z audiobooków czerpie mniej korzyści niż z książek papierowych. Więcej treści im ucieka.

Przyznam, że ja mam dokładnie tak samo.

Niemniej nigdy nie ucieka tych treści 100%. Jeśli nawet 10% wiedzy zostanie, to jest to i tak o niebo więcej niż zostanie ze słuchania kolejnego przeboju Sławomira czy wypocin standuperów.

Zanim więc znowu zaczniesz w samochodzie słuchać głupawych audycji czy innego Sławomira lub zanim bezmyślnie zaczniesz scrollować facebookowy feed w autobusie – zajrzyj na Storytel czy Audible i posłuchaj czegoś wartościowego.

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Parę kroków wstecz - weź dobry rozbieg