Urzędy to jest to, co uwielbiam. Każdy, kto zna mnie ciut lepiej wie, jak wielkim jestem fanem biurokracji oraz dotacji 😉

Tym razem potrzebowałem przedłużyć przepustkę parkingową. W tym celu trzeba oczywiście przedłożyć u odpowiedniego zarządcy dróg (publicznych oczywiście – a jakże) zaświadczenie, że inny nasz zarządca (tym razem Urząd Dzielnicy) łaskawie potwierdzi meldunek czasowy w miejscu czasowego przebywania. Albo coś w ten deseń. Zasadniczo sprowadza się to do faktu konieczności posiadania jednego świstka, aby zdobyć drugi. Konieczne w tym celu jest pofatygowanie nie tylko siebie, ale i właściciela lokalu do odpowiedniego urzędu, odstania swojego w kolejce, przedstawienia wypełnionych wniosków… i w zasadzie tyle. Z tym, że nie zawsze 🙂

Wizyta w urzędzie była tak wesoła, że pierwszą myśl jaką miałem po wyjściu była taka, aby ten wpis powstał w oparciu tylko o sceny z „Misia”. Odrzuciłem tę myśl i jednak opiszę, co się działo. Będzie weselej 🙂

Wniosek najważniejszy

Doświadczeni (oraz właścicielka lokalu) mówi, że należy odpowiednio przygotować się na wizytę w urzędzie. Zatem trzy razy sprawdziłem czy mam swój dowód osobisty oraz dowód rejestracyjny, na wszelki wypadek sprawdziłem ważność ubezpieczenia oraz przeglądu technicznego (wiem – nie jest to istotne z punktu widzenia przepustki parkingowej, ale kto wie – może takie są dzisiejsze wytyczne, że wszystko musi się zgadzać) oraz wypełniłem wniosek zgłoszenia do meldunku czasowego (czy jak to się poprawnie nazywa) i wybrałem się do urzędu.

Monika była już na miejscu, więc od razu przeszliśmy do rzeczy. Numerek, oczekiwanie (w sumie nie było to złe, bo nie widzieliśmy się szmat czasu i można było nieco obgadać bieżączkę), dzwonek przy stanowisku z władczą panią. Let’s go!

Jeszcze jeden wniosek

– Dzień dobry, chciałabym zameldować tego pana. A tak naprawdę to przedłużyć meldunek – mówi Monika.

Ja ciach dowodzik oraz wniosek na stół – w końcu przygotowany przyszedłem. Pani na to.

– A wymeldowany jest?

– No nie, przyszliśmy przedłużyć meldunek. Poprzedni jeszcze ze dwa tygodnie pociągnie, jeno parking się skończył.

– Tak się nie da. Nie mam guzika „PRZEDŁUŻ MELDUNEK”. Mam tylko zamelduj albo wymelduj. Musi się Pan najpierw wymeldować.

– Ok. Proszę zatem mnie wymeldować

– Trzeba wypełnić wniosek

– Poproszę go zatem

– Leży na półce za Panem

Podszedłem do półki. Stos wniosków przede mną. W końcu jest ten wymarzony – o wymeldowaniu. Mam. Wypełniłem. Przekazuję miłej pani.

– Proszę bardzo wniosek

Klik, klik, klik

– Jeszcze na wniosku o meldunek proszę wpisać aktualny meldunek

– Jest taki sam

– Proszę wpisać jeszcze raz

To już będzie trzeci raz wpisywany ten sam adres w drugim druczku. Ale czego nie robi się, aby przypodobać się władzy. Jadę z wpisem.

– Wpisane

Data

– Do kiedy chce Pan być zameldowany?

– A ile można?

– Dwa lata

– To poproszę

Klik klik, dokument wjeżdża przede mnie na kupkę. Cisza.

– To już koniec? Ma Pani jeszcze mój dowód

– Nie mogę Pana zameldować. Nie wiem do kiedy?

– Przecież przed chwilą Pani powiedziałem. Na maksa – dwa lata.

– Ale nie wpisał Pan tego do wniosku

– Ok. To w tym celu dała mi Pani ten wniosek z powrotem? Abym wpisał datę?

– Tak

Wpisuję datę

– Proszę

Zaświadczenie

– Czy chcą Państwo zaświadczenie o zameldowaniu?

– Dzięki. Wierzymy Pani na słowo 😉 To tylko do parkingu potrzebne.

– Jak do parkingu to zaświadczenie potrzebne

– Po co? Przecież pani od parkingu siedzi przy stoliku po drugiej stronie sali?

– To, że ZDM ma swojego człowieka w urzędzie nic nie znaczy. Potrzeba zaświadczenia.

– No dobra. Poproszę zatem o zaświadczenie

– W takim razie proszę wypełnić WNIOSEK

Wtedy myślałem, że posikam się ze śmiechu. Ale to nie koniec zabawy

– Oraz zanieść ten rachunek do kasy i opłacić 17 zł.

Tak – to się dzieje naprawdę! Aby otrzymać potwierdzenie wykonania czynności urzędowej od tej pani, która tej czynności dokonuje dokładnie w chwili dokonywania tej czynności muszę za to zapłacić.

Chwała Bogu, że akurat w tym urzędzie była kasa. To nie zawsze jest standardem – np. w PINB nie ma takich udogodnień i ten, kto nie jest przygotowany musi biegać po okolicy w poszukiwaniu poczty.

– Jak się pojawi numerek przy kasie to podejść

Ok. Idę do kasy. Po kilku minutach (3 kasjerki, zero petentów, ale czekać trzeba) pojawia się mój numerek.

– Dzień dobry Pani

– Słucham

– No ja w sprawie tego numerka. Skoro się wyświetlił to już możemy działać. Chyba system wyświetlił Pani sprawę?

– Ja nie wiem co to za sprawa – wyświetla mi się tylko numerek

– Ok. Poproszę opłatę w sprawie zaświadczenia o zameldowanie czasowe

– Imię, nazwisko, adres

– Który adres? Tymczasowy czy stały?

Chwila konsternacji i zniecierpliwienia na pani licu.

– Ten, który ma Pan w dokumentach.

– OK

Opłacone. Mam świstek. 17 zł lżej. Wracam do pierwszej miłej pani. Monika już dawno poszła. Zaczynam jej zazdrościć, ale dam radę. Już niedługo koniec.

– Proszę zaświadczenie o wniesieniu opłaty za zaświadczenie

– Proszę zaświadczenie o zameldowaniu

– Dziękuję i do widzenia

Parkowanie

Mam papier! Teraz już tylko do stoiska po drugiej stronie i gotowe.

Po podejściu do stanowiska parkingowego okazało się, że tak różowo nie będzie. Nieczynne z powodu, że zamknięte. Do 4 września. Alternatywą jest ul. Chmielna i jeszcze jakaś. Ruszam więc w dalszą trasę.

Na Chmielnej jestem już doświadczony. Wiem, że trzeba mieć wszystko. Dowód osobisty, rejestracyjny oraz zaświadczenie o zameldowaniu. Trening w końcu czyni mistrza. Cierpliwość poziom zen. Czekam na swoją kolej.

W końcu podchodzę do okienka (jednego wywalili, bo nie miał dowodu osobistego – frajer myślał, że może załatwić parking bez dowodu osobistego – nowicjusz chyba) przedkładam wszystkie zebrane papiery, pani kiwa głową ze zrozumieniem.

– Przedłużamy abonament?

– Tak

– Te same parkomaty?

– Tak

Klik, klik, klik

– Proszę bardzo. Najważniejsze uiścić dziś opłatę. Do widzienia

– Do widzenia.

Jak widać na przygotowanego sukces trafia od razu 🙂

Jeśli Ci się spodobało to zapraszam na mój fanpejcz

Wbijam na fejsa

 

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)