Święto jest po to, aby uczcić jakieś ważne wydarzenie. Świętuje się więc w dniu wydarzenia, które wspominamy. Nie zawsze jednak święto wypada w weekend, dlatego też do święta przyporządkowany jest wolny dzień, aby nie stracić możliwości świętowania.
Logiczne.

Świętowanie w weekend

Co się dzieje, gdy święto wypada w weekend.
Nasz kodeks pracy mówi, że za tę niepowetowaną stratę należy się dodatkowy dzień wolny. I to niekoniecznie w sąsiedztwie dnia świątecznego.
„Oddawanie” wolnego dnia, który wypada w weekend uważam osobiście za szkodliwą głupotę. Jest to kolejny element skłócający pracowników i pracodawców. Z punktu widzenia pracodawcy to po prostu kolejny dzień, w którym firma nie pracuje, czyli na ten dzień wypada z rynku.
A istota święta zostaje przecież zachowana również, gdy wypada ono w weekend.
Chyba, że wcale nie o świętowanie chodzi. Może to kwestia remontu mieszkania, grilla na działce czy wycieczki w góry.

Jak świętujemy?

I ja te wszystkie pobudki rozumiem. Sam jestem fanem korzystania ze słońca, gdy tylko się da. Mam nadzieję, że już niedługo skorzystam z niego na nartach 😃
Tyle, że żadna z nich nie jest związana ze świętem.
Nazwijmy rzeczy po imieniu i jeśli chcemy pojechać w góry,  to weźmy urlop a nie udawajmy, że świętujemy kolejną rocznicę uchwalenia Konstytucji.

Polityka świąteczna

Co chwilę słychać też koncepcje dochodzące z różnych stron sceny politycznej. Zlikwidujmy święto X, dodajmy święto Y.
To wszystko oczywiście dotyczy przede wszystkim dodawania dni wolnych lub usuwania świąt (czyli dni wolnych) powiązanych ideologicznie z panującą w danym momencie władzą.
Dzięki temu możemy prowadzić przeróżne jałowe dyskusje o wyższości jednych świąt nad drugimi i tym, jakie święta jeszcze należy dodać / wyrzucić z kalendarza.

Dowcip

Na koniec przypomniał mi się adekwatny dowcip o młynarzu, który uwodził w miasteczku dziewczęta. Zatem niniejszym go cytuję.
W pewnyn niewielkim miasteczku żył niesamowicie przystojny młynarz, do którego garnęły się wszystkie panny w okolicy. Młynarz osobiście i z wielką radością doceniał walory adoratorek. W pewnym momencie sytuacja ta zaczęła doskwierać pozostałej męskiej części społeczności miejskiej.
Zwołano więc potajemnie męską radę miejską, aby uradzić, w jaki sposób poradzić sobie z problemem.
Pierwszy zabrał głos kowal. Chłop wielki i silny jak tur. Kowal zaproponował proste rozwiązanie:
– A może wpi***my młynarzowi?
Reszta zebranych struchlała. Nie dość, że kowal szpetnie przeklął, to jeszcze zdali sobie sprawę z faktu, że bez młynarza w mieście może być ciężko. Zatem przewodniczący zebrania rzekł:
– Pomysł nie jest zły. Jednak pamiętaj, że mamy w miasteczku tylko jednego młynarza i nie możemy pozwolić sobie na taką stratę.
Skarcony kowal usiadł niepocieszony i zanurzył się w myślach.
Całą sale okryło złowrogie milczenie. Nikt nie miał pomysłu, jak poradzić sobie z obrotnym kobieciarzem.
Wtem kowal z szerokim uśmiechem zadowolenia zerwał się z miejsca i wykrzyknął:
-To może wpi***my krawcowi. Krawców mamy dwóch!
Na koniec apel. Nie bądźmy kowalami. Działamy rozsądnie

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)