Wybitny kabareciarz, znany tłumom, każdorazowo oklaskiwany, zbierający nawet owacje na stojąco. Tenże kabareciarz przygotowuje się właśnie do kolejnego występu. Wychodzi na scenę, witają go zwyczajowe brawa. I na tym kończy się powtarzalność doznania artysty.

Widownia milczy. Nawet przy jego najlepszych dowcipach. Po prostu nic, cisza jak makiem zasiał.
Zrozpaczony artysta po zakończonym pokazie zaszywa się w garderobie i zapija swój smutek w rzece alkoholu.

To jest historia, którą opowiedział Seth Godin – fenomenalny amerykański marketer, którego bloga możesz śledzić tutaj: LINK.

Wróćmy jednak do kabareciarza – dlaczego ten spektakl okazał się porażką?
Opcję są w zasadzie dwie:

1. Artysta był kiepski. Tylko czy, aby faktycznie można być tak kiepskim kabareciarzem, żeby nikt przez cały spektakl nie zaśmiał się ani razu? Według mnie sytuacja jest dość mało prawdopodobna.

2. Widownia była niewłaściwa. A co to znaczy? Np to, że na sali siedziała japońska wycieczka, której uczestnicy ni w ząb nie rozumieli przekazu. Jak więc mieli się śmiać? Czy to znaczy, że artysta był kiepski? A może menadżer zawiódł dostarczając nie tych odbiorców, co należy?

Już pewnie widzisz dokąd ten wywód zmierza.

Nie da się być wszystkim dla każdego.
Zastanów się więc komu chcesz naprawdę pomóc i rób to dobrze. A nawet lepiej niż dobrze. Naprawdę nie musisz mieć miliona klientów, aby realizować swoje marzenia. Chyba, że jesteś Biedronką. Ale to już temat na oddzielne rozważania.

Na koniec zostawię Cię z myślą, którą Seth zapisał w swojej najnowszej książce „This is marketing”.

Ludzie tacy, jak my, robią rzeczy, takie jak to.

Z całego serca życzę Ci, abyś zebrał wokół siebie grupę ludzi, którym zależy na tym samym co Tobie, abyście wyznawali wspólne wartości i tworzyli razem dla siebie lepszą rzeczywistość.

[FM_form id="4"]

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)