Długo nie lubiłem chodzić po górach. Zdawały się po prostu nudne i męczące. A takie zestawienie nie nastraja pozytywnie do myśli o spędzeniu w górach jakiegokolwiek czasu wolnego. Bo i po co?

Zmiana nastawienia do gór

Sytuacja uległa zmianie kilka lat temu, gdy podczas wyjazdu canyoningowego (do opisania innym razem) z Czubtravel, w ramach kilku dni wolnego od kanionów ze względu na niekorzystną pogodę, wybraliśmy się w góry.
Góry w wydaniu Czubtravel to nie była zwykła wycieczka utartym szlakiem. Przekonałem się o tym dopiero na miejscu. Czyli przy wejściu na via ferratę.
Koniec końców okazało się, że wejście na nią było niemożliwe, ale już pierwsze metry wystarczyły, aby ten rodzaj aktywnego spędzania czasu zaczął wiercić dziurę w umyśle i domagać się realizacji.

Dlaczego tak się stało?

Sprawa jest dość prosta. W końcu góry przestały kojarzyć mi się z czymś nudnym, ze ścieżką schowaną między drzewami, wielogodzinnym marszem tylko po to, aby na chwilę zobaczyć wierzchołek góry i znowu kilka godzin drałować w dół. Okazało się, że góry mogą być piękne i interesujące, że ogromne ekspozycje mogą nie tylko przerażać, ale i fascynować, że wspinaczka skalna dostępna jest również dla nieco mniej wysportowanych zawodników i tych, którym BMI mówi, że są za niscy.

Co to jest via ferrata?

Via ferrata jest najzwyczajniej w świecie ciągłym dostawcą adrenaliny, radości, wysiłku i sporych emocji.
Upraszczając, jest to coś pomiędzy trudniejszym trekkingiem a wspinaczką. Trudniejsze drogi w zasadzie mogą przypominać wspinaczkę nawet bardzo.
Cała zabawa polega na wchodzeniu na górę po odcinkach skalnych bardzo często w pionie lub nawet w przewieszeniu (czyli jeszcze bardziej niż w pionie, skała odchyla się w tył, aby pomału zmieniać się ze ściany w sufit).
Pomocne w tej wycieczce są przeróżne ułatwienia znane również z Tatr czyli np. klamry, pręty i drabinki wbite w skałę oraz kluczowy element via ferraty czyli stalowa lina, do której jesteśmy cały czas przypięci specjalną uprzężą. Uprząż ta ma za zadanie nie pozwolić nam spaść ze zbyt dużej wysokości i nieco zamortyzować szarpnięcie.

Upadki

Co nie znaczy oczywiście, że upadek z via ferraty jest przyjemny.
No nie bardzo. Odcinki stalowej liny mają po 2-3 metry, więc lot z końca odcinka to własnie 3 metry + pewnie ze 2 rozrywanej lonży (lonża zawiera absorber, który rozrywając się zmniejsza siły szarpiące kręgosłup podczas odpadnięcia od skały).
Łącznie 5 metrów lotu zanim się zatrzymamy.
O ile więc nie jesteśmy akurat na odcinku przewieszonym, to najprawdopodobniej w coś po drodze uderzymy.
Albo o skałę albo o mocowania liny albo o jedno i drugie.
Generalnie nie polecam.
Z tego też powodu powstało powiedzenie „na ferratach się nie lata”, bo w przeciwieństwie do via ferrat, na drogach wspinaczkowych loty należą do dość popularnej części aktywności.
Tyle że zwykle są znacznie krótsze i mniej urazowe.
Poniżej załączam filmik, na którym obserwujemy zmęczonego wspinacza. Jego kolega zamiast mu pomóc, filmuje jego upadek. Chwalebnie nic się nie stało, niemniej nie polecam wycieczek w takim towarzystwie

Kto to wymyślił?

Jeśli coś wydaje się głupie, ale działa, to nie jest głupie. Tak rzecze staropolskie porzekadło.
W tym konkretnym przypadku chodzi mi oczywiście o genezę takiego rozwiązania, jak gruby piorunochron wbity w skałę.
Po co to komu?
Teraz służy rozrywce, turystyce i zmęczeniu.
Kilka ładnych lat temu – podczas I Wojny Światowej – włoscy spryciarze wymyślili, że będzie to dobry sposób, aby przerzucić wojska z jednej strony góry na drugi.
Tak też zrobili a po wojnie cywile zaczęli korzystać z tych dróg w celach rekreacyjnych.
Wygląda na to, że wojskowy koncept zrobił na tyle dużą furorę, że żelaznych dróg (tak to się pięknie na nasz język tłumaczy) powstało w zasadzie zatrzęsienie.
Aha – i teraz mamy lonże.
Żołnierze ich nie mieli.

Via ferrata a trekking

Jak pisałem już na wstępie niezbyt wielką estymą darzyłem szwędanie się po górach.
Teraz grzecznie za ten błąd przepraszam.
Odkryłem góry na nowo i już bardzo je lubię.
Tyle że te wysokie, ze skałami.
Via ferrata to coś jeszcze innego.
Trekking owszem męczy a jeśli wybierzemy ciekawy szlak, to i widoki mamy zapierające dech w piersiach.
Niemniej to właśnie podczas wspinaczki, gdzie pokonujemy drogę bardziej w pionie niż w poziomie mamy tę ciągłą walkę z grawitacją, techniką wspinaczkową (zdecydowanie ułatwia poruszanie się po linie), lękiem wysokości oraz własnym rozsądkiem, który mówi, że to nie najlepszy pomysł.
Z resztą najczęściej aby dojść do drogi ferratowej niekiedy trzeba pokonać trudne trekkingowe podejście i mamy na wycieczce 2 w 1.
Nie mówiąc już o zejściu, które w Dolomitach czy nawet austriackim masywie Rax nie jest proste.
Próbowałeś kiedyś schodzić po usuwającym się spod nóg piargu? Doznanie nieporównywalne z niczym innym.

Via ferrata a wspinaczka

Jak pisałem na wstępie drogi ferratowe to twór pomiędzy trekkingiem a wspinaczką.
W zasadzie łączy ich zalety i niweluje wady.
Otóż wspinanie jest super, ale wymaga długiego przygotowania technicznego i niesamowitej kondycji. Poza tym wymaga też sporej ilości sprzętu.
Via ferrata owszem, czerpie z umiejętności wspinaczkowych (dlatego przez kilka miesięcy przed pierwszym wyjściem na ferraty regularnie uczęszczałem na sztuczne ścianki wspinaczkowe – pomogło!), natomiast jest zdecydowanie mniej wymagająca technicznie i w zasadzie również kondycyjnie.
W każdej chwili niemalże możesz zaczepić lonżę odpoczynkową (o niej za chwilę) i wisząc nad przepaścią nieco odsapnąć.
Via ferrata jest również dużo szybsza niż wspinaczka. W tym samym czasie możesz przejść więcej dróg, obejrzeć więcej widoków i mieć z tego więcej frajdy 😉

Via ferrata a emocje

Oj, emocji tu nie brakuje.
Począwszy od niepewności przez lęk aż do euforii.
Oczywiście każda z tych emocji ma miejsce na określonym etapie drogi. Niemniej od początku do końca zawsze coś się dzieje. Na nudę narzekać nie można – pewnie też dlatego tak bardzo ten sport mi się podoba.
Via ferrata ma też coś czego nie ma ani trekking ani wspinaczka.
Chodzi mi mianowicie o to, że nawet gdy idziemy w góry większą ekipą (ostatni nasz wyjazd był 4-osobowy), to ostatecznie na skale jesteśmy sami. Jesteśmy skazani na siebie, swoje emocje, swoje umiejętności, swój osąd sytuacji, swoje przygotowanie kondycyjne i swoją siłę.
Oczywiście po to jedziemy razem, aby w przypadku załamania psychy lub wyczerpania fizycznego pomóc wycieńczonej osobie (m.in. po to w plecaku awaryjna lina i przyrządy asekuracyjne).
Zatem niby jesteśmy razem a jednocześnie jesteśmy osobno.
Doskonałe miejsce na ćwiczenie hartu ducha i ciała.
To też doskonała okazja na pokonanie własnych lęków.
Via ferrata to najczęściej droga jednokierunkowa. Gdy już na nią wejdziesz, to opcja wycofania się jest zwykle trudna. Albo bardzo trudna.
Dlatego niezależnie od strachu czy zmęczenia trzeba przeć na przód. A właściwie do góry.
I dlatego ważny jest dobór odpowiedniej trudności drogi do własnych możliwości.

Via ferrrata – czy to trudne?

Znowu mogę zacząć od mojego ulubionego tekstu każdego prawnika i konsultanta, czyli „to zależy”.
Niesamowite, jak prawdziwe jest to określenie w wielu aspektach życia.
Tu również.
Każda droga żelazna opisana jest literką określającą jej poziom trudności. Zasadniczo poziom waha się od A do E, gdzie A to w zasadzie wycieczka bez konieczności używania uprzęży a E jest już naprawdę trudną drogą z przewieszeniami i porządnymi wymaganiami siłowo – techniczno – wytrzymałościowymi.
Po kilku dniach wspinaczki udało nam się zdobyć całiem wymagającą drogę. 
Okazuje się jednak, że niedawno powstały jeszcze poziomy F oraz G, dla totalnych świrów. Super trudne sportowe drogie, które zdecydowanie wymagają większych umiejętności niż te, które posiada przeciętny zjadacz chleba.

Via ferrata z dziećmi

Dość długo zastanawiałem się, co tu napisać.
Bo w zasadzie z ferratami jest jak z chodzeniem po górach. Każdy dorasta do tego w swoim czasie.
Krzyśka zabrałem na wycieczkę wtedy, gdy i ja pojechałem po raz pierwszy, więc ciężko powiedzieć, czy to dobry czas na pierwszą wycieczkę.
Efekt był nawet lepszy niż przewidywania, co z resztą wyszło podczas ostatniego podejścia pod drogę D/E, gdzie Krzysiek był w trakcie dość zdenerwowany twierdząc, że droga była dla niego zbyt trudna. Faktycznie – była trudna. Ale nie za trudna. Tylko, że chłopak faktycznie musiał się porządnie zmęczyć, aby dojść na szczyt (jak z resztą cała reszta wycieczki).
Na końcu natomiast Krzysiek zaznaczył, że warto by było rozpocząć już oszczędzanie na kolejny wyjazd. Zatem plan na wrzesień. Nie ma co zasypiać gruszek w popiele 😉
Zuzka (jakby nie patrzeć 6-letnia dziewczyna), gdy oglądała nasze zdjęcia i filmy, stwierdziła, że następnym razem jedzie z nami. I faktycznie, po kilku miesiącach na ściance (chodziliśmy razem), myślę, że fizycznie spokojnie tę wycieczkę by ogarnęła.
Nieco gorzej wygląda sytuacja ze skupieniem i odpowiedzialnością. Zuzka jest zdecydowanie za mała, aby pamiętać o przepinaniu za każdym razem 2 lonż. A gdyby z jakiegoś powodu ich nie przepięła, to mogłoby to skutkować spadnięciem z dość znacznej wysokości. A tego chciałbym uniknąć.
Mam więc tutaj 2 opcje: czekać jeszcze kilka lat albo przypiąć ją niezależną liną do siebie. I myślę, że ta druga opcja jest dość atrakcyjna. Z jednej strony Zuzka nauczy się posługiwać lonżą a z drugiej będzie zabezpieczona dodatkowo na wypadek ewentualnej pomyłki lub zapomnienia.
Poza tym w przewodnikach mamy wyszczególnione drogi dla dzieci, więc pewnie od nich zaczniemy.

Jak przygotować się do wyjazdu na via ferraty?

Za moment opiszę co nieco o sprzęcie. Pozwól jednak, że zacznę od spraw ważniejszych.
Przede wszystkim trzeba mieć nieco kondycji. Nawet niekoniecznie na samą drogę. To podejścia i zejścia są zabójcze kondycyjnie. A jeśli podejdziesz pod ścianę na skraju wyczerpania, to dalsza wspinaczka nie dość, że średnio przyjemna, może być po prostu niebezpieczna.
Zatem najpierw kondycha, ok?

Sprzęt

Ok, skoro sprawę fundamentalną mamy za sobą przejdźmy do szpeju (tak profesjonaliści nazywają sprzęt, który ze sobą biorą ;-))

Uprząż wspinaczkowa

To jest standard, który znamy już z mojego ebooka dotyczącego wspinaczki po drzewach. Jeśli go nie znasz, to zapraszam do ankiety, po której wypełnieniu dostaniesz linka do ebooka. Podobno jest fajny i otwiera oczy na to, co można z dzieciakami wyprawiać na drzewach
Zatem uprząż wspinaczkowa.
W zasadzie dowolna, byle z atestami.
Warto wziąć jednak wygodną, ponieważ poruszamy się w niej cały dzień i na dodatek niekiedy trochę wisimy odpoczywając.
Jak np. Krzysztof na zdjęciu poniżej

Lonża na via ferraty

To ten mityczny element asekurujący. Bez niego może być słabo przy upadku. Co prawda kluczowe podczas wspinaczki jest to, aby lonża nigdy się nie przydała, ale to dokładnie tak samo jak z ubezpieczeniem (za moment) czy poduszką powietrzną. Też dobrze, aby się nie przydały, ale warto je mieć na wszelki wypadek.

Kask

Podczas wspinaczki kask robi robotę. Bez niego ciężko przyczepić gdzieś kamerkę sportową i nie ma jak pokazać innym, jak bardzo niebezpieczne rzeczy robimy na wakacjach.
A tak poważnie to kask jest cholernie istotny i ma przynajmniej dwojakie zastosowanie (zanim spadniemy – bo wtedy ma ich jeszcze więcej).
Jedno z nich to uderzanie głową o załomki skalne podczas wspinaczki. Skały mają to do siebie, że nie są równe i podczas wszelkich manipulacji przy przepinaniu uprzęży, przeciskaniu się przez otwory w jaskiniach czy przechodzeniu niskimi korytarzami najzwyczajniej w świecie łatwo głową przydzwonić w skałę. W kasku to nie boli.
Druga sprawa to spadające spod nóg kolegów odłamki skalne. Gdy są nieduże, to kask pomaga. Gdy urwie się cały blok skalny, to pomaga tylko szybka modlitwa.

Lonża odpoczynkowa

Przyznam, że jestem w szoku jak rzadko się o tym mówi. Według mnie bez tego elementu w ogóle nie ma sensu wybierać się na ferraty. Po co nam taka lonża?
Otóż, gdy przychodzi moment, kiedy nie masz już siły i ręce odmawiają posłuszeństwa, musisz odpocząć. Jeśli nie masz takiej lonży i nie masz akurat odpowiedniej pozycji do odpoczynku (a wierz mi nie zawsze taką masz), to sprawa wygląda źle. Wisisz na ręce uczepiony liny a nogi bezwładnie szukają punktu podparcia. Po jakimś czasie zmęczone ręce mdleją a Ty odpadasz od ściany. Co dzieje się dalej – pisałem o tym na wstępie.
Alternatywa wygląda tak.
Jesteś zmęczony. Odczepiasz od szpejarki (takie pętle, które przyczepione są do uprzęży) karabinek z lonżą odpoczynkową, podpinasz ją pod linę, obciążasz ją, zawieszasz się na niej i odpoczywasz. W tym czasie ręce odpoczywają a Ty sobie spokojnie dyndasz nad przepaścią i odzyskujesz siły.
Poważnie, ta lonża lub po prostu pętla z karabinkiem, to super ważny element wyposażenia.

Rękawice

Cały dzień dłonie mają styczność z otrą metalową liną i skałą. Bez rękawic w ogóle nie warto startować. Ja preferuję rękawice z pełnymi palcami, natomiast mnóstwo ludzi wybiera te „obcięte” i też je sobie chwali. Kwestia gustu.

Buty

Wbrew pozorom to też dość istotny element wyposażenia. Odpuśćmy sobie od razu adidaski i wszelkie super miękkie trampki, sneakersy itp. Tu przydadzą się górskie buty z porządną, przyczepną podeszwą. Idealne do tego celu są buty podejściowe lub na trudniejszych drogach nawet wspinaczkowe, ale nie dajmy się zwariować. Zwykłe buty trekkingowe też dają radę. Po prostu niekiedy jest trudniej.

Plecak

To też ważny element. Źle dobrany badziew potrafi mocno przeszkadzać podczas wspinaczki. Jeśli jednak masz porządny sprzęt (polecam pomiędzy 30 a 40 litrów pojemności), to taki zawodnik bardzo pomaga w wyprawie. Dobrze jeśli ma pas biodrowy i piersiowy, aby zmniejszyć nacisk na ramiona, które przy wspinaczce i tak dostają mocno po… sobie.

Woda

Sprawa niby oczywista, ale oczywistym nie jest, że wody schodzi naprawdę sporo. Zwłaszcza, gdy jest gorąco.
Przemyśl więc temat nawodnienia. I czy na pewno butelki są najwygodniejszą formą transportu płynów?

Jedzenie

Bez wody nie pociągniesz za długo.
Bez jedzenia ciut dłużej, ale fajnie jest na szczycie (albo i po drodze) zjeść parę energetyzujących kabanosów i zagryźć je chlebem. Lub oczywiście skorzystać z profesjonalnych batonów czy innych nowinek technicznych.
W każdym razie pamiętaj, że będziesz głodny i warto się na to przygotować.

Deszczówka / bluza

W górach pogoda zmienia się dość dynamicznie.
Niezależnie od tego, czy idziemy na trekking, via ferraty czy inne wspinanie. Via ferrata ma to do siebie, że ciężko szybko wrócić.
Weź więc ze sobą kurtkę przeciwdeszczową i coś ciepłego. Tak na wszelki wypadek.

Apteczka

Mówiłem już o obijaniu się skały?
Nie tylko głową możesz zahaczyć o wystające elementy. Dlatego przydają się przeróżne plasterki. Na poważniejsze akcje opatrunkowe przyjdzie czas po powrocie.

Mapa i kompas

Wiem, żyjemy w XXI wieku, każdy ma google, mapy.cz (super serwis!) czy inne aplikacje liczące spalone podczas treningu kalorie.
Sęk w tym, że to wszystko potrzebuje prądu. A prąd niekiedy się kończy.
Warto więc mieć ze sobą papierową mapę i kompas. Nigdy nie wiesz, kiedy życie zaskoczy Cię na tyle, że te dobra Ci się przydadzą.

Czołówka

Gdy już pogoda w górach się załamie, to i tak trzeba będzie jakoś sobie poradzić. Najgorzej jest po ciemku. Przed tym uratuje Cię czołówka. To coś, co zawsze trzeba mieć ze sobą.

Inne takie

Ja zawsze ze sobą mam też nóż, kawałek sznurka, kilkanaście metrów liny, kilka awaryjnych karabinków oraz przyrządy asekuracyjne. Owszem, to szpej, który trzeba nosić i trochę on waży. Z resztą do tej pory jeszcze nigdy się nie przydał. Mam też nadzieję, że tak zostanie.
Niemniej gdyby kiedykolwiek był potrzebny a ja nie miałbym go w plecaku, to na pewno plułbym sobie w brodę. I miałbym nadzieję, że mógłbym Wam o tym później napisać.
A nie wszędzie mamy tak dobre służby jak TOPR.
A tak wyglądamy w pełnym rynsztunku

Wiedza o via ferratach

Gdzie w ogóle szukać informacji o ferratach?

Oczywiście głównym źródłem informacji jest jak zawsze google i YouTube. Ja mam jeszcze książki z opisem dróg w Austrii oraz Dolomitach.
Fajny jest też serwis bergfex, gdzie autorzy opisali setki ferrat w bardzo dokładny sposób. Pokazali nawet topo (czyli mapy przejścia poszczególnych odcinków) i opisali dojścia z parkingów. Bardzo wartościowy serwis. Szkoda tylko, że dostępny jest jedynie po niemiecku.

Gdzie jechać na początek?

O tym już w następnym wpisie.
Temu wystarczy objętości. Zainteresowanych oczywiście zapraszam do kontaktu osobistego. Chętnie opowiem czego i gdzie można szukać
Na koniec zapraszam do obejrzenia filmu z dość nietypowej via ferraty, aczkolwiek na pewno budzącej emocje.
Piszesz się na nią? 🙂

 

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Parę kroków wstecz - weź dobry rozbieg