Zimny prysznic to określenie, które kojarzy mi się najbardziej z ostatnimi dwoma tygodniami. Z jednej strony mocarstwowe plany, miliardowe kapitalizacje, aktywizacja globalnego networku czy w końcu „assuming everything is possible” – oczywiście na seminarium Miracles Of Capital prowadzonego przez Dr. Wonga.
Z drugiej strony zderzenie z polskimi realiami, którymi żyją polscy przedsiębiorcy, czyli „zróbmy to tak, żeby jutro były duże dochody”, „jeśli wygonią nas drzwiami, to wrócimy oknem”. Życie dniem dzisiejszym.

Nowości na rynku

Podczas kilku ostatnich spotkań, które kręciły się wokół jednego tematu – wprowadzenia czegoś nowego na rynek polski – powtarzał się wciąż jeden schemat. Mam coś super. Sprzedajmy to. Teraz. Bez żadnego pomysłu na grupę docelową, wartości, pozycjonowanie czy inne tego typu pierdoły.
Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy ma tak komfortową sytuację jak Lee Iacocca przy produkcji Mustanga, ale podstawy strategii naprawdę warto ogarnąć.
Widzę to tak.
Zwykle z fazy pomysłu (dla przypomnienia – wartego 1 zł) próbujemy od razu przejść do sprzedaży.
I właśnie w tym momencie zaczynają się schody. Kompletnie nie wiemy, co sprzedajemy, dlaczego ktoś miałby to kupić i w ogóle kto ma to kupić.
Nie mamy pojęcia, jakie problemy naszą super innowacją rozwiązujemy i czy są to faktyczne problemy, czy jedynie ich wyobrażenie a potrzeba jest zupełnie w innym miejscu.

Sensowny proces

Warto więc sięgnąć najpierw do nauk Dr. Wonga i zmontować porządny model biznesowy, określić co, z kim, komu i za ile będziemy sprzedawać.
Gdy już tę wiedzę zdobędziemy, to stwórzmy jakąś markę. Świadomie. Bo ona tworzy się zawsze. Niezależnie od tego, czy mamy akurat taki zamysł.
Jeśli tak się składa, że go mamy – to super! Mamy większą szansę sukcesu.
Gdy mamy już model biznesowy i markę, zastanówmy się jak tę markę komunikować. I dopiero ten plan wcielajmy w życie.
Uff. Długo. Ale trzeba, aby to miało jakikolwiek sens i nie było w całości hazardem.

O jaki sens chodzi?

Co ciekawe, gdy przeprowadziłem z klientem powyższy proces myślowy, to usłyszałem od niego następujące zdanie:
„No właśnie, ja wiem jakie pytania zadać. Świetnie, że Pan umie na nie odpowiedzieć”
Załóżmy zatem na potrzeby niniejszego tekstu, że właśnie tak było. Jako, że interesuje mnie efekt, zwykle nie staram się dociekać autorstwa pomysłu.
W każdym razie przyznam, że właśnie ten efekt mnie cieszy. Jest bowiem szansa na naprawdę ciekawy projekt, który wprowadzony z głową może nieco namieszać na rynku. I to z naszym udziałem!
Cały ten wywód podsumowałbym w następujący sposób.
Jeśli wiesz, dokąd zmierzasz, to świetnie. Jeśli na dodatek inni też wiedzą, dokąd zmierzasz i cel ten jest dla nich atrakcyjny i istotny, jest szansa, że podążą za Tobą.
I to jest własnie marka, jakiej Ci życzę.

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Zapraszam do newslettera

Chętnie poczytam, co napiszesz

 

Parę kroków wstecz - weź dobry rozbieg