Miałem niedawno przyjemność spotkać się z prawdziwym wirtuozem w jednej branży. Jest całkiem spora szansa, że nasze drogi nieco się połączą i powstanie kolejna ciekawa synergia.
Do naszej układanki potrzebujemy jeszcze jednego partnera, który dopełni całości. Tak się składa, że mamy go nawet wśród znajomych. Tu pojawia się zgrzyt.

„Wiesz Tomek, masz rację, to świetny profesjonalista. Tyle, że ja mu nie ufam. Zróbmy to sami”.

Brak zaufania nie ułatwia współpracy.

Zaufanie w kryzysie

Przed oczami stanął mi wtedy jeden projekt, który realizowaliśmy przed paru laty w Pracowni Synergii.
Od zawsze wychodziliśmy z założenia, że nawet gdy projekt idzie niezgodnie z planem, kontrahent musi wiedzieć, że jest zaopiekowany a my robimy wszystko co się da, aby projekt wrócił na swój tor.
We wspomnianym przypadku posypało się naprawdę sporo. Koniec końców projekt dowieźliśmy, był jednak grubo opóźniony. Nie wspomnę nawet o budżecie.

Jakiś czas po zakończeniu współpracy, przejeżdżaliśmy z Maćkiem niedaleko siedziby klienta. Postanowiliśmy go odwiedzić i zaprosiliśmy go na obiad.
Ku naszemu lekkiemu zdziwieniu klient chętnie przystał na zaproszenie. Co więcej podczas spotkania jego narracja wyglądała mniej więcej tak:

„Chłopaki – to prawda, że był to ciężki czas i inaczej planowaliśmy przebieg projektu (miły był), ale wiedziałem, że mnie nie zostawiliście. Zawsze odbieraliście telefony i znałem prawdę. Następny projekt też chcę zrobić z wami.”

Zaufanie buduje się nie tylko w czasie prosperity, ale również (a może przede wszystkim) w trudzie i znoju.

Zaufanie walutą przyszłości

I tutaj chętnie przywołam Michała Szafrańskiego i jego książkę: „Zaufanie walutą przyszłości” – całkowicie zgadzam się z jej przesłaniem.
To właśnie zaufanie jest kluczowym elementem biznesu. Bez niego nie powiemy „nie rozumiem do końca tego, co chcesz zrobić, ale ufam Ci – zróbmy to”. Bez zaufania nie zostawimy firmy w rękach wspólnika na pół roku – przecież może nas w tym czasie okraść.

Zaufanie buduje też (a właściwie przede wszystkim) relacje międzyludzkie. Na zaufaniu bazuje małżeństwo, na zaufaniu budujemy rodziny.
Zaufanie ma jednak tę cechę, że trudno je zdobyć a bardzo łatwo stracić. I nie ma za bardzo jak powiedzieć „możesz mi zaufać”. Tu potrzeba zeznań innych ludzi, którzy taką opinię o nas będą rozprzestrzeniać. I znowu pojawia się marka. Tym razem własna. I to na dodatek spójna. Udawanie niewiele pomoże – na dłuższą metę prawdziwe intencje wyjdą na powierzchnię.

Zaufanie na placu boju

Przy tej okazji przypomina mi się jeszcze jedna opowieść. Tym razem jej autorem jest Simon Sinek.
Simon opowiadał o wizycie w bazie Marines w Virginii.
Podczas jednego z dni, gdzie Marines mianują swoich oficerów zdarzył się wypadek. W jego efekcie jeden z żołnierzy miał zostać wyrzucony z jednostki.
Sprawa była o tyle dziwna, że żołnierz po prostu zasnął na warcie. W Virginii. W stanie pokoju.

Cóż wielkiego więc się stało?

Otóż nie o samo spanie na warcie się rozchodzi. Żołnierz zaprzeczył całemu wydarzeniu i to wielokrotnie. Dopiero, gdy zobaczył nagranie z monitoringu, przyznał się.
Takie podejście oznacza, że w momencie gdy będzie on w przyszłości dowódcą a jego żołnierze znajdą się razem z nim w ogniu walki, w trudnej sytuacji, mogą nie mieć do niego zaufania. Mogą nie wierzyć w prawdziwość jego wypowiedzi i nie wykonać rozkazów. I przez to mogą stracić życie.

Bądź więc dobrą marką i nie narażaj życia innych.

[FM_form id="4"]

Pin It on Pinterest

Przekaż dalej

Udostępnij ten post znajomym (rzecz jasna jeśli uważasz, że warto)